Wycieczka do Serca Tajwanu 2

Bardzo interesującym miejscem była tzw. Paper Dome, cos rodzaju katedry.

Jak wiadomo, ten rejon Azji nie jest zbyt stabilny tektonicznie. I ma zwyczaj się trząść z mniejszym lub większym medialnym efektem. Gdzieś około 1995 chyba Japonię, leżącą ciuteńko wyżej nawiedziło takowe trzęsienie, obracając w proch i perzynę oraz wióry sporą czasc miasta.
Ostał się jeno stojący przed kościołem posąg Jezusa, co uznano za cud. Na ile był to cud jezusowy a na ile fart – nie jest nam dane
stwierdzić, jak i tego czy posąg Konfucjusza, Buddy Kriszny czy Jagiełły tyż by się nie ostał. Na widok tego foto – wyświetliło się zanim zrobili synchro z tłumaczeniem – Kasior i ja mruknęłyśmy unisomo – takiś k… jezu mocny….

Więc jeden z tajwańskich architektów postanowił tą cudowną świątynię naprawić. Ponieważ miejsce wciąż było niestabilne i nadal się trzęsło, żeby nie rozwaliło się za bardzo, zrobił tą świątynię z papierowych rolek, dokładnie takich jak w papierze toaletowym, tylko odpowiednio większym (i po tym tekście uświadomiłyśmy sobie czemu tu prawie nie ma normalnego papieru tylko taki kwadratowy).

A kiedy po kilku latach trzęsienie ziemi nawiedziło Tajwan, to ową cudowną świątynię z papieru wyeksportowano do Tajwanu. A co. Nie ma to jak tania pomoc humanitarna…

Jeszcze kilka słow o autobusach.

Są odjechane, odpustowe i dyskotekowe. Są kolorowe i wesoło pomalowane w bajkowe i kreskówkowe postacie. Mają też zasłonki w różnych kolorach z obowiązkowymi frędzelkami. Mają festiwal lampek led poutykanych symetrycznie w ilościach hurtowych. Mają klimę co hula na 20 stopni i nie wolno jej ściszyć bo się spsuje. Mają średnio wygodne siedzenia z tapicerką z pseudoskóry/dermoszpanki w wesołe wzorki. Mają telewizorki co 4 siedzenia. Mają głośniki, mikrofony i —— śpiewa się w nich karaoke podczas podroży.

A klipy do piosenek karaoke miażdżą. Siermiężne discopolowe produkcje odpadają w przedbiegach, a erotyka w tych klipach aż kipi.
erotyka Bollywood, dodam – czyli trzymanie za raczki, ewentualnie jakiś cmokas, ale za to ile ekspresji włożone w grę! tak że nawet
oderwany granatem od pługa głąb nie kumający ni chu chu po chińsku zrozumie o czym tak wyją. A właściwie śpiewają - nawet ładnie i nawet chętnie, przyjemnie się tego słucha.

No wiec tak, jedzie się autostradą ( z ograniczeniem prędkości do 100km/h), firanki falują, frędzelki przy firankach telepią się do taktu, Głos wiodący przy mikrofonie śpiewa, czasem nawet na 2 lub 3 takie głosy, a refreny śpiewa reszta autobusu. Specjalnie dla nas kochane Chineczki znalazły takie kawałki gdzie co jakiś czas się pojawia jakiś English text, żebyśmy tez mogli w tej zabawie uczestniczyć.

O na przykład ten…




Dziś, rok po wzmiankowanych wydarzeniach piosenka jest ciągle popularna, tzn dzieciarnia dalej podśpiewuje na ulicach Noubady noubady bat juuu… A nasza nauczycielka wymusiła na koledze z klasy oficjalne przeprosiny  za koreańskiego wirusa :D więc bidny Taizhi kiwał główką z przejęciem powtarzając Dui Bu Qu…. dobre 5 minut się tak nad nim Doreen pastwiła, a że jest to osoba niezwykle miła, wierzę, iż wina Korei i szkody na uszach i umysłach Tajwańczyków były zaiste wielkie

A książka z listą przebojów do karaoke jest wielkości 2x A4, gruba jak książka telefoniczna i takoż od góry do dołu zapisana maczkiem. Wiec myślę ze repertuar by się nam skoczył pewnie dopiero gdybyśmy świat okrążyli i zajeżdżali pod mój polski domek. Albo i coś by na powrót zostało.

Sercem Tajwanu nazywa się jezioro, po angielsku Sun Moon Lake, bo jest tak duże, że na jednym końcu zachodzi słonce a  na drugim wschodzi księżyc.

Jest piękne, niebieskie bardziej niż Zakrzówek, porośnięte po brzegach lasem z paprotkami wielkimi jak drzewa.Mi osobiście krajobraz skojarzył się z tym znanym z filmu Jurassic Park (ale zamiast dinozaurów mają tam tylko pająki wielkie jak pięść i komary, małe aczkolwiek bijące rekordy upierdliwości). I znajduje się tam sporo takich drobnych hotelików, wypożyczalni jachcików i drobnych sklepików. I co ciekawe, nie zdzierają z turystów jak u nas, ceny normalne. Niestety trafiłyśmy akurat na jakąś pochmurną porę, więc wyglądało bardziej jak deszczowa Kostaryka w filmie park jurajski niż tropikalny raj z błękitna woda i niebem grającym o pierwszeństwo w intensywności koloru…

Ryby… te karpie są niejadalne, ale świetnie prezentują się jako element dekoracyjny w bajorku. Paczuszka z karmą kosztuje jakies 2-5 zł, turyści kupują na tony i tuczą rybki. Aczkolwiek rybka zeżre wszytsko – i loda na patyku ( z patykiem), i nawet mnie za palec chwyciły… A miny kolegów, kiedy swój nowy mały szpanerski srebrny aparacik wsadziłam do wody (żeby machnąć kilka foci podwodnych i potem szpanować, jakie to okazy towarzyszyły mi przy nurkowaniu) – bezcenna. A propos, aparat mój podwodny został utopiony, więc w ramach rekompensaty zyskałam inny, lepszy na warunkach preferencyjnych… Dziękuję Ojcze Derektorze :D 

Reasumując –  było super. Jak zwykle. Ten kto wymyslił reklamę „Taiwan will touch your heart” – miał rację

reklama - 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>