Wycieczka do Serca Tajwanu 1

My zlokalizowałyśmy się na południu, na północy jest stolica czyli Tajpej, pomiędzy zaś góry, doliny, tunele trasa szybkiego pociągu i
wiele miast na Taj, do których może pojedziemy.

Z góry na dól jest z 400 km, na okrętkę z 500, jedzie się pociągiem 1.5 h, samochodem 4 (mają tu zajebiste radary, fotoradary i jeszcze bardziej wypasione mandaty za przekraczanie prędkości), a autobusem około 5.

W celu poprawy znajomości geografii historii i kultury Tajwanu, nasza szkoła zorganizowała nam wycieczkę po wszelakich atrakcjach będących pośrodku. Byliśmy w fabryce ceramiki – Tajwanczycy kochają mozaiki, i wszystkie domy są obłożone płytkami ceramicznymi, szczególnie na dachach ale nie tylko. Jest to nader praktyczne w miejscu, gdzie dosyć często leje jak z cebra…

 

Byliśmy w fabryce kadzideł – czyli popularnego tradycyjnego sposobu komunikacji z bogami oraz odstraszania komarów.
Ba, byliśmy nawet w fabryce papieru gdzie każde z nas, Obcych, zapoznało się z 3 z 4 wielkich wynalazków starożytnych Chińczyków, których jedynymi legalnymi następcami są Tajwańczycy.

4 wynalazki to – papier, druk, kompas i proch strzelniczy. Tego ostatniego jakoś nam nie chcieli zademonstrować zbyt ochoczo, ale za to pozwolono nam zrobić swój własny kawałek papieru z własnym nadrukiem, oraz swój własny wachlarz. I teraz mój mały wachlarz oraz papierek znajdzie się w designerskim sklepie albo w Ikei, z dopiskiem hand made in China albo China handcraft… Szczwane bestie z nich :D

Dosyć ciekawym przeżyciem był nocleg w hotelu. Katarzyna, technik hotelarz, po raz pierwszy w swym życiu i karierze zobaczyła
8-osobowy pokój :D czyli 4 podwójne wyra. Pokój dzieliłyśmy z amerykańskimi małoletnimi zdzirami (sztuk 2), słodkimi Japoneczkami (sztuk 2) oraz chińskimi dziewuszkami z Ludowych Chin. Tytulatura ilustruje chyba rozkład moich sympatii.

Japoneczki spały jak ze sztancy, identycznie ułożone na boku, w przepisowej odległości 1m od siebie. Chińskie dziewuszki tuliły się do
siebie dość ostro bo klima hulała jak zwykle, podkręcona na jakieś orzeźwiające 20 stopni. I co ciekawe, Azjatki spały w ubraniach, a
włosy miały absolutnie niepotargane. Z kolei pierwsza czynnością poranną, jeszcze przed siusiu, było obejrzenie się w małym azjatyckim lustereczku i przygładzenie owych na oko nierozczochranych włosków.

Mnie zaskoczył – podgrzewany sraczyk wielkości tronu cesarskiego (design chyba na społeczne walenie klocka przez 4 do 6 chińskich dupek na raz), ciepła woda i WANNA (jak demonstrowałam na zdjęciach, u mnie jest dosyć łopatologiczny prysznic bez brodzika czy zasłonki i jakaś dziwna terma której nie będziemy odpalać do stycznia chyba, zimne prysznice są zdrowe ) oraz MATERAC normalnej grubości. W KHH śpimy na jakiś stołopodobnych łożach, na które musiałyśmy zakupić prostacki, cieniutki materacyk. Czyli jeszcze jedne powód, dla którego możemy zapomnieć o komfortowym bzykanku. Bo o bzykanku generalnie to możemy również zapomnieć, z racji braku kandydatów do wybzykania.

Kolejną siurprajs były lancze i obiady. Po chińsku. Na początek w pierwszym dniu dostałyśmy po hanbao (czyli makburgerze), którym z Kasią wzgardziłyśmy… o jakże tego żałowałyśmy … a potem hardkor. 10 łbów na stół, konstelacje mieszane czyli Chiny, Indonezja i Japonia od urodzenia operujące pałeczkami oraz Jewropa i Stejts pałeczkami manewrujące w sposób mniej lub bardziej zgrabny. I z 10 półmichów, gdzie były dziwne warzywa, dziwne mięska i dziwne niewiadomoco  o smaku różnie zaskakującym jak wygląd…

Na przykład taki rosołek z perliczki. Brzmi mniam.

Zapomniałam dodać, perliczka była czarna. I miała nieupitolony łeb. Z szeroko rozwartym dziobem.
No, ale problem wymusza integrację grupy, wiec zasiadłyśmy przy wegetariankach, które miały osobno posiłki wydawane – wiec półmich na 8 osób, i przy Jankesach co tak po hamerykanskiemu żarły, wiec bez obciachu, a potem koło chińczyków, co nam usługiwali przy stole, bo taka jest ich kultura.
Zdecydowanym plusem było że miałam zawsze magicznym sposobem pełną miseczkę, minusem ze musiałam ją jednakowoż zeżreć, a smaki są dosyć nieortodoksyjne, a co zagrzebywałam pod ryżem jakieś tłuste fioletowe warzywko, kolega Chen bystrym oczkiem
wypatrywał mój niecny postępek i pytał czemu nie jem….. ( tu chińska nazwa), to takie zdrowe i dobre….

No ale konia z rzędem temu, kto jadł na śniadanie pałeczkami taki zestaw:
bułka na parze sztuk2
orzeszki arachidowe solo, w formie suchej kopki tychże
szczypiorek z jajecznicą na mleku i smalcu
kukurydza z puszki w ziarenkach

oraz sok pomarańczowy i herbata
W formie galaretki :D

Mam straszne poczucie obciachu ze tymi pałeczkami operuje jak totalny ułom. No cóż. Chińczycy patrzą, kiwają główkami i mówią – you need more time. Fuck. No ale nabieranie makaronu na 10 prób jest wkurwiające, chińska grzeczność zabrania zabierać z talerza gdy przy nim grzebie kto inny wiec nie dziwie się, że wygłodniały kolega Chen i ten drugi zaczęli nam usługiwać :D bo byśmy nie skończyli do wieczora pierwszego dania chyba.
cdn

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>