Szkolne urodziny

Moja tajwańska szkoła obchodziła urodziny., które dokładnie nie powiem, wszak kobiety ( a szkoła jest rodzaju żeńskiego) nie pyta się
o wiek, ale chyba coś kolo 55.

Z tej okazji jest zawsze organizowany dzień wolny i coś w rodzaju festynu, na którym atrakcje zapewniają uczniowie a dochód zabierają siostry zarządzające szkoła i przekazują ja, z tego co wyszpiegowałam, na sierociniec albo na Tajwanie albo taki w Tajlandii w którym mieszkają chińskie dzieci.

Skąd chińskie dzieci w Tajlandii? Ano, z historii Chin. jakoś ciężko mi ciągle zakumać, że Tajwan to Chiny, bezpośredni spadkobierca
dziedzictwa dynastii Han Hun czy jakieś tam innej, co tylko czasowo został zdyslokalizowany przez towarzysza Mao z Nankinu i Pekinu do Tajpeja.

Rozmawiając z tubylcami wyszło, że mają tu 3 rodzaje mieszkańców. Są Aborygeni tajwańscy, prawowici mieszkańcy tej pięknej krainy mlekiem miodem i owocami płynącej, są starszej daty Chińczycy czyli emigranci w pierwszym pokoleniu, którzy tęsknią do domu i stron ojczystych. Właściwie dopiero kilka lat temu uporządkowano w jakiś sposób kwestie odwiedzin kontynentu… wiec do tego czasu uciekinierzy wiejący w popłochu przed reżimem towarzysza Mao namiastkę domu to mogli sobie odtworzyć głównie w parkach miniatur i ewentualnie pooglądać na zdjęciach lub w TV.

Pod stolicą są zlokalizowane takie ogrody, będące odwzorowaniem w skali mikro tego co zostało za kanałem – z mini chińskim murem, górami Kunlun i innymi takimi gadżetami. Nowe pokolenie uważa się już za Tajwańczyków, z Chinami ma mało wspólnego mentalnie i wycieczki do ogródków chwały przodków uważa za mega obciach. Całe szczęście nasz kochany kung fu panda ma wiele cierpliwości i obiecał ze nas tam zabierze, aczkolwiek wspomniał coś właśnie, że to dla staruszków rozrywka.

co do zdjęć.

Szkoła robi wrażenie :D i my tyż dzielnie targamy po tej bieżni, aczkolwiek my po zmroku jak jest chłodniej a tubylcy w samo południe
tuptają. Mi jak o godz 10 wtuptałam lekkim truchtem na 7 piętro to mało serduszko nie padło, a spociłam się jak świniak. A oni tak 1000 m na czas, w samo południe. Cóż. Nie do zajechania wytrzymałościowo muszą być, kondycja musi starczyć na najbliższe 50 lat zasuwania po 12 godzin ku chwale szefa i wzrostowi stanu konta oraz PKB…

Jak widać, na stoiskach można było kupić lokalne żarcie, w tym indyjskie filipińskie indonezyjskie francusko-podobne i inne. Żarcie
robili studenci miejscowi (wtedy było dosyć słabo podobne do oryginału) albo zagraniczni studenci (i wtedy było bliższe
oryginałowi). Ja polowałam na filipińskiego baluta, czyli takie dość specyficzne danie z jajka, ale niestety, to zbyt egzotyczne  i muszę
na nie poczekać. I na pocieszenie dostałam filipiński makaron z krewetkami.  Zajebiście podnosi zdolności konwersacyjne i poprawia chiński akcent, trochę słabiej wypada w dziedzinie smakowania i zapychania oraz łapliwości pałeczkami. Ale zamiast pałeczek dostałam widelec, żeby nie robić konkurencji akurat wystawianym popisom klaunów…

Ogólnie, co jest przeurocze, chińczyki jedząc konwersują z pełnymi ryjkami, i co mnie zdumiewa i jest nie do osiągnięcia chwilowo, nic im z tych ryjków nie wypada a nawet wygląda to uroczo i całkiem estetycznie… A ja jednakowoż od czasu do czasu popluwam na siebie i sąsiedztwo przy próbach ostrzejszej konwersacji. Ale nie tylko ja, reszta innostranców też.

Innostranców zaprzyjaźnionych mamy kilkoro, Felicitas o hiszpańskim imieniu i urodzie krajowej czyli kobietę niemiecką, Brandona co usilnie chce zostać polskim żołnierzem po tym jak zareklamowałam nasz MON i służby mundurowe (swoją drogą, na wyjaśnienie czemu Polacy salutują inaczej niż reszta świata to ładnie gębule rozdziawiali…), no i zakonnicę Koko(chińskie imię), w wersji filipińskiej sister Maria Wiktoria, która jest najcudowniejszym stworzeniem pod słońcem i nas wiecznie dokarmia oraz zabiera na filipinsko katolickie iwenty, w rodzaju mszy z czirliderkami…. żebyśmy nie czuły się samotne…

Coś co mnie z lekka zadziwia, czyli to jak bardzo mają tu w szerokim i głębokim poważaniu zasady BHP, jak widać, koleżanka Wietnamka dała rade ciachać mięsko toporzyskiem zlokalizowanym w okolicy paluszków u stóp, gadać przez komórkę i jeszcze nam pozować do zdjęcia. A sztuka kucania na pełnych stopach – jak dla mnie tez wyższa magia.

Jak dla nich nasze europejskie kucanie na paluszkach – wygibasy akrobatyczne jakie odstawiają przy probie przebijają nawet kombinowanie jakby tu powiedzieć Magdalena Konstancja i Katarzyna Paulina (niewypowiedzialne dla chińczyka… ostatnio się pytali kiedy oddychamy mówiąc po polsku ).  Ale „ty chuju złamany” już ślicznie wywrzaskują :D

Można było kupić tez kaligrafie, w wykonaniu bladych ryjów ( to taki wabik i atrakcja jak u nas kupowanie rękodzieła osób upośledzonych czy coś, bo kaligrafia jest obowiązkowym przedmiotem w szkołach i maja tego przez cały cykl edukacji godzinę tygodniowo wiec… no kup pan obrazek, wspomóż sierotki i pokaz dzieciom o ile rasa żółta przewyższa biała i pastowaną). Zresztą jak widać, kolega maluje całkiem już przyzwoicie, jak na standard europejski, a obok wymiata dziesięciolatek zabijający czas na stoisku.

Żeby nie pogrążyć kolegi, mamcia kazała małemu rysować transformery a nie pisać…

 

BTW, udało mi sie zrobić u chińczyka okrągłe oczy. czyli da się.Aczkolwiek ten nasz kung fu panda jest chyba krzyżówką z
europejczykiem w którymś tam pokoleniu… bo i oczy ma mało skośne i jakiś taki wyrośnięty ponad normę, i całkiem wyszczekany jak na Azjatę (nawet po studiach w tak szpanerskim miejscu jak Columbia University, do czego się ostatnio przyznał). Fajne, nie?

Ale zaraz mu sie te okrągłe piłeczki zeskośniły. Ogólnie oczy skośne umożliwiają dyskretną obserwację lasek po obu stronach bez
konieczności chamskiego odwracania sie i bez ryzyka oberwania torebka po łbie. A ze zazwyczaj po lewej idę ja a po prawej Kasik, to ziora panda symetrycznie :D i puchnie z dumy ze się lansuje z dwoma europejskimi ryjami z kraiku tuz koło Niemiec ( Niemcy znają, Polski już niekoniecznie). ostatnio spotkał na  mieście jakiś swoich kontrahentów czy innych partnerów, kiedy tak dreptaliśmy na normalną kawę … Panowie pokładali się z radości niemal, a kungfu panda prawie stopił się z zakłopotania z chodnikiem, bo oni znają też jego tatę i teraz będzie dużo plotek…

Swoją drogą my też wredne jesteśmy bo zaraz jedna chłopaka objęła z jednej druga z drugiej, korzystając z tego ze z zakłopotania zapomniał sobie ze Azjaci nie lubią zbyt bliskich kontaktów fizycznych i nie zwiał, i wesoło machając panom oddaliłyśmy się za róg, gdzie kung fu panda odstawił atak paniki a my turlania się ze śmiechu z kwikaniem chrząkaniem i zapowietrzaniem się oraz ocieraniem łezek… :D
Jak juz pozbyłyśmy sie kungfu pandy ( a zwłaszcza jego aparatu z teleobiektywem wielkości proporcjonalnej do azjatyckich kompleksów długości) z terenu szkoły to mogłyśmy szaleć z dziewczynami… Ich stoisko było stoiskiem z wodnymi zabawami, czyli:

przedmuchaj piłeczkę przez 5 szklanek wypełnionych wodą


machnij kuflem po mokrym stole tak żeby zatrzymało się miedzy czerwoną linia a końcem stołu
i….
rzuc balonikiem z woda prosto w blady ryj trzymający dla ochrony miskę, najlepiej tak, by woda rozchlapała się w promieniu 10 m a
punkty dodatkowe przyznaje się za zmoczenie bladoryjowego ubranka.

Oczywiście akacja promocyjna tez była niezła. 5 baloników – 50 dolców, baloniki na białasa, to 20% taniej, a do tego zdjęcie z białasem gratis!!!

Blady ryj czyli ja machał michą tak entuzjastycznie, że  się rozwaliła.

Więc dostałam patelnie. I pokrywę od kosza na śmieci, bo patelni tez groziła rozwałka. Ale i tak mały chiński chłopczyk nie obcinając się schlapał mnie od stop do głów. A Kasię od pasa po kolanka… ale ogólnie było zajebiście.

Ale dzięki temu zebrałyśmy chyba najwięcej kasiory :D bo każdy chciał schlapać blade ryjki :D łącznie z nauczycielami, żołnierzami i
tajwańskim SWATem… ale to osobna historia.

I najpiękniejsze było to, ze mokra jak szczur byłam, nie złapałam kataru a zanim doszłam do akademika (czyli jakies 500m dalej), byłam już sucha… a w Polsce to śniegiem już zacina….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>