Szkolne perypetie – czyli jak uczyć Polaka japońskiego po chińsku

Jak zapewne się już pochwaliłam, Magdziorek z Kasiorkiem postanowiły kontynuować edukację na poziomie ambitniejszym niż dotychczas i oprócz chińskiego zgwałciły nieomal derekcję szkoły urszulańskiej aby chodzić też i na japoński.

No i miały japoński, w dodatku po chińsku, 4 razy w tygodniu… i ostatnio żebyśmy nie siedziały jak te słaborozumne tłuki nasza pani
zaleciła nam – czy mogłybyście zrobić prezentację o geografii Polski?

zgodnie z azjatyckim niepisanym  savoir vivrem ( oraz chinską gramatyką), jeżeli w pytaniu nie występuje alternatywa, to nie jest to
pytanie tylko grzeczne polecenie, na które odmówić nie można, chyba że jest się ostatnim bucem i burakiem.

Wiec Kasiorek z Magdziorkiem spędziły popołudnie pracowicie sporządzając prezentację po japońsku i klnąc ile wlezie ze nie ma
takich  obrazków, jakbyśmy chciały. Obsługa naszej pobliskiej knajpy dodała kilka fraz do swego słownika, albowiem zazwyczaj jeżeli jest taka możliwość to uczymy się własnie w pobliskiej knajpce, gdzie mają kawę (jak wygląda wstawanie bez kawy widać na przykładzie Kasiora pełzającego po ścianie w fazie kryzysu hipokofeinowego), czyli towar z definicji obcy Tajwańczykom oraz ciastka o wyglądzie wielkiej ci….. , z serem, średnio smaczne zresztą.

Nasze Tajwajki płci obojga kawę piją raz w miesiącu mniej więcej, spora część nie pija również herbaty albowiem włącza im się wtedy
hiperaktywność, bieganie po ścianach i tańczenie na ulicy.Reszta pije soczki z żenszenia i inne świństwa co kopią 5 razy mocniej niż redbul ( sprawdzałam).

Co do soczków, to są różne… całe szczęście koleżanka pracująca w pobliższym sklepie mnie oświeciła, że ten zielony to jest energy drink ale dla panów, no wiesz zeby umm byli ym silniejsi. Nie zjarzylam, wiec Arielka dobitnie wskazała lekko dłonią jakież to rejony wzmacnia zielony drink i dala mi fioletowy, po którym sika sie w kolorze jadowitego seledynku i spanie przechodzi na jakieś 8 godzin.

Obsługa knajpy poznała już nasze - ty chuju złamany ( chyba sądzą ze to znaczy wyłacz wentylator bo warczę tak jak mi dmucha ów chuj złamany w kartki i wyłaczają już pomiędzy chujem a złamanym)
- ja ciebie chuju ujarzmie… – tu nie wiem co sądzą, ale jak chuj nieujarzmiony pojawia się częściej niż 2 razy na ustach naszych pieknych polskich koralowych to podchodzi kelnereczka  i nam pokazuje jak się te
nieujarzmione chuje wpisuje w elementarz. Bo Chińczyki piszą znakami, znaczy takimi krzaczkami i narysowanie tego krzaczka w odpowiedniej krateczce, w odpowiednim kierunku i zwłaszcza z zachowaniem zasad równowagi wizualnej  no cóż, chuja ujarzmienie, jest hmmm…. czasem dość trudne
a także cześć, jak się masz dziękuje proszę i do widzenia, żeby nie było ze mało kulturalne jesteśmy i wpajamy im jakiś menelsko polsko nowohucki dialekt

a od wczoraj kurwa mac jebana rasa syberyjska też jest im nieobca, ale powtórzyć nie umieją :D

no ale wracając… machnełysmy tą prezentację, a jakze, krzaczkami ale japonskimi, a nawet ją wydukałyśmy średnio zezując na kartki.

zaczęło się od tego ze Katarzyna wlazła do sali w prawdziwym jedynym oryginalnym stroju goralskopodobnym pożyczonym z jakiegoś szkolnego kółka tanecznego „gromnicki” czy jakoś tak.
a dzieci powiedziały głośno OOOOOOOOOOOOOOOOooooooOOOOOOOOO
no i zaczęło się….
my im obrazki , mapa tabelka a oni kiw kiw aż im łepki skaczą…

My im zdjęcie ze śniegiem a oni UUUUUUUUUUUUUUuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
My im zdjecie z morzem a oni aaaaAAAAAAAAAAAAAAaaaaaa
My im nasz Wawel a oni YyyyyyyyyyyyyyyyyyyyYYYYYY

My im a teraz powtórzcie – Rzeczpospolita Polska a oni ..?????….

ale zestaw restauracyjny w wersji ocenzurowanej dali rade. w poniedziałek test im robimy :D a najbardziej zachwycona była nasza pani… zwłaszcza samolocik ją powalił :D i jak wydukałam ze z Polski na Tajwan jest 21 godzin lotu, 3 samoloty i przebieg trasy streściłam, to aż mi plusika wpisała :D
kiedy Kasia sie przebierała w czeluściach toalety w asyście 10 Chinek korzystających z tejże toalety i zamierających w słup soli na widok cekinów i spódnicy w róże, Madzia z pianą na pysku przerabiała tekst żeby nie wypalić z jakąś głupotą. Bo chińczyki w japońskich krzaczkach są o  niebo lepsze niż my, i momentalnie by wyczaili ze coś nie teges.

Efekt był taki ze następne 10 minut przerwy spędziłyśmy na robieniu za misie podhalańskie i pozowaniu do zdjęć pod tablica :D

ten z krótkim rozwichrzem na głowie to nasz tak jakby opiekun. Ma 20 lat, stara się nas pilnować na tym japońskim w ramach mizernych umiejętności językowych, i jakoś daje rade, aczkolwiek częściej nam rysuje o co mu chodzi niż mówi po angielskiemu. A około miesiąc czasu układał przemowę - czy chcemy zjeść z nim obiad oraz jego znajomymi (min 10 osób)… co do pytań chińskich patrz wyżej :D Kolega pałeczkami operuje w sposób przy którym czuje się pełna gracji i zgrabności

Z kolei pańcia to nasza nauczycielka. Z tytułem doktora. Skacze po klasie , przygotowuje prezentacje które są tak momentami debilne ze aż urągają memu intelektowi – i dzięki temu uczy nas naprawdę skutecznie. Dodatkowo Wiewióreczka , bo tak ją ochrzciłyśmy roboczo, podobne wszak do Meili Lai?, wykazuje niespożyte uwielbienie dla gadżetow w rodzaju
magnesy w muchomorki
długopis z głową myszki miki
maska na twarz z pokemonami
piórnik w kształcie trampka i inne ( to z dzisiaj)

A ja zaczynam midterm( czyli egzaminy), piwa pic mi nie wolno, bo biorę antybiotyk :( a piwa mają tu arcyciekawe, jedno wygląda jak mocny full, wina mają zajebiste i Kasior za mną co rusz chodzi żebym szybciej ten antybiotyk kończyła bo się nam skończy promocja na śliwkowe winko bez dodatku siarki i na Kirina i tylko Heineken nam zostanie… i taka bidna jestem ze az mi siebie żal.

No ale w sumie po raz pierwszy poczułam niejaką dumę ze jestem z Polski, ulgę że nikt na to hasło nie łapie się za portfel patrząc
nerwowo gdzie jego auto… kilkoro uczniów naszej szkoły było w Polsce - co mnie powaliło, jeden chłopczyk nas zapytał przepraszam, czy wy mówicie polsku? a nam koparki opadły że rozpoznał ( bo nas tu mylą z Amerykankami, Niemkami, Francuzkami, z Ruskimi o dziwo nie) i jak kiwnęłyśmy głowami entuzjastycznie powiedział : czeszcz, jak szem asz? bo jego rodzice siedzieli 2 lata na placówce w Warszawie a on ich czasem odwiedzal…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>