Kościół nieortodoksyjny katolicki

Dziś przy niedzieli zostałyśmy zaproszone przez nasza koleżankę z klasy chińskiej, siostrę Marię Wiktorię, do jej parafii filipińskiej.
Siostra pochodzi bowiem z Manili, do Tajwanu przyjechała na misję, a obecnie razem z nami zgłębia podstawy języka chińskiego u sióstr
urszulanek.

Koko (bo tak ma po chińsku na imię, nota bene są to tema znaki co przy Koko-Koli, więc bardzo wesołe imię) jest przeurocza, przemiła i przesympatyczna, typowy towar eksportowy religii katolickiej chyba - bo te nasze zakonne siostry to raczej takie mocno zdystansowane i dosyć wyniosłe… może odrzuty misyjne?

Na dzień dobry moja reakcja na zakonnicę w habicie, siedzącą w kątku sali była typowa – Aha… i strategiczne zajęcie miejsca w odległości wykluczającej kontakt. Potem zostałam usadzona koło Koko, i mogłam zrewidować swoje wstępne poglądy. Bo Koko i jej siostra Tulandi to najbardziej nietypowe zakonnice, jakie zdarzyło mi się spotkać. I szczerze mówiąc zwisa mi metka świętojebliwego dziecka oazy, jaką przyczepili mi potem „koledzy” z akademika i klasy… Ja z Koko bawiłam się świetnie, a mam nadzieję na powtórkę niebawem, a zwłaszcza na obchodach jej zakonnego jubileuszu :D

W każdym razie – nasza Koko zaprosiła nas na jakieś celebrejszyn, które zostało zorganizowane poza kościołem z uwagi na ilość spodziewanych gości. Kościół tez mają milutki, taki dosyć naiwny w kwestii wystroju, jak z dumą podkreślali - wnętrza  made in
Pilipino…

Obejrzałam posąg jedynego filipińskiego świętego, Lorenzo Ruiz de Manila – i przeżyłam lekki szok, kiedy ksiądz rodem z końca świata, z małej wysepki na Pacyfiku, powiedział – ale ja znam waszego świętego Maksymiliana Kolbego. A mi szczęka łuuup o podłogę, bo o tym Lorenzo to nie wiedziałam nic.

No ale rzecz właściwa, czyli celebrejszyn, miała miejsce w jakiejś hali ze sceną, i znów przeżyłam lekkie zdziwko, zresztą nie jedyne tego dnia.

Po pierwsze, procesje Maryjek, czyli dziewczyn przebranych za sw Maryje

Po drugie, totalnie lajtowa atmosfera w kościele, zero z naszokrajowego zadęcia i nadęcia. W ogóle Koko była zdziwiona tym, że u
nas w kościołach jest inaczej… No cóż, każdy sądzi według tego co zna…
Po trzecie – stroje. My się strasznie schizowałysmy, ze mamy buty z wystającymi paluchami (na niejednej wsi ksiądz z ambony wstydu umie narobić za nieodpowiedni strój), pełna powaga sytuacji żeby nie narobić siostrze Wiki wstydu, długie spodnie, ramionka zakryte, schiz czy aby nie za przejrzyste ciuszki, czy  mi stringi nie wystają… a tam na lajcie, może nie dupy i cyce na widoku, ale bardzo nieortodoksyjnie.
Po czwarte – konkursy :D był konkurs na Maryjke i Lorenza, i na recyklingowe samochodziki, i – taneczne.
Przy czym powiedzmy ze ruchy mieli dość ostro kocie i giętkie :D Były  też czirliderki pod wezwaniem Matki Boskiej z Guadelupy i wiele wiele  innych…


I wyżerka :D filipińska lepsza niż tajwańska, przynajmniej wiedza, co to są przyprawy stosowane w ilości zmieniającej smak z nijakiego na wyrazisty :D ( bo chińska kuchnia niekiedy przyprawy stosuje w ilościach  homeopatycznych… a niekiedy w takich kombosach że ni dudu nie da się tego na trzeźwo zjeść)
No i entuzjastyczne piski Filipinków, i pełen entuzjazm do fotografowania w kościele… jak ustawiłyśmy się do dyskretnego foto z 3 laskami, nagle się zakotłowało i w kadr wbiło się ze 30… a my się zastanawiałyśmy czy wypada wyjąć aparat i robić zdjęcia …

A po długim i pełnym wrażeń dniu polazłyśmy do łóżeczek i padłyśmy na ryjki wiec jutrzejsze dyktando z krzaczków widzę raczej słabiuuutko


Madzia alias ZJ

RE:

Ale miałyście świetną mszę :) Prawda, że zetkniecie z latynoamerykańską, a jak widac i południowoazjatycką obyczajowością jest niezwykłe? Pisze ‚latynoamerykańsaką’ bo ta jest bardzo podobna do tego, co jawi się z Twojego opisu. Cejrowski pisał też o chrześcijaństwie wśród indian południowoamerykańskich i opisuje podobnie ‚frywolne’ i nienadęte obyczaje. Opisywał między innymi księdza, który odprawiał mszę odziany jedynie w przepaskę biodrową i to tylko z przodu, wiec jak sie odwracał aby wziąc monstrancję, widok był zgoła (SIC!~:) niespodziewany.
Ale dla indian było to absolutnie naturalne i budzące zaufanie… Przyznam, że mnie takie chrześcijaństwo dużo bardziej odpowiada niż takie posągowo pompatyczne jak u nas.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>