O, w pestkę! – czyli tajwańskie dylematy stomatologiczne

Lubię guawy. Zielone i różowe, trochę podobne z wierzchu do zmutowanej gruszki, w smaku nie podobne do niczego, niezbyt słodkie i niezbyt soczyste (aczkolwiek do legendarnego „suchego grejpfruta” yaozi im daleko). Mogę ich opchnąć dowolną ilość, ograniczoną tylko pojemnością żołądka (a ten mam raczej mało ekonomiczny i zupełnie nie pasujący do wypłoszowatej proweniencji).

Guawa ma pestki. Jadalne. I stanowiące jak dla mnie najsmaczniejszą część owocu. To znaczy, pestki jak pestki, zwykłe drewniane – ale gniazdo nasienne gdzie te pestki tkwią to soczyste, słodkie, mięciutkie, delikatne wnętrze, idealnie komponujące się twardą resztą. I to właśnie pestkowe jądro rozpływające się w ustach i tak dalej powoduje, że guawy wcinam jak małpa kit. Ciamkając rozkosznie z ukontentowania. Czytaj dalej

Hellou Kitti

Japońska kociczka słodka w sposób mogący całą światową populację diabetyków wybić w 3 sekundy swą słodyczą jest popularna wszędzie. W Polsce jest to obowiązkowy etap rozwoju gadżetowego i socjalizacji po teletubisiach a przed hanąmontaną. Pojawia się zatem na pieluchach, kredkach, butkach i skarpetkach, a także na ubraniach dla nastolatek i pań z serii dzidzia-piernik, chcących się odmłodzić.

Nie będę brzydko komentować, bo sama miałam 3 ukochane pary skarpetek w Kitti, aczkolwiek kupione nie ze względu na dizajn a dlatego że były: miekkie, ciepłe, grube, bawełniane oraz co najważniejsze – przecenione na chyba 10 zł/3 pary. Zakup zaś miał miejsce w Norwegii, w grudniu, gdy moje polskie skarpetki przemokły albo odmówiły współpracy i groziło mi odmrożenie paluszków, a także olbrzymi dyskomfort cieplny… Każdy, komu jakakolwiek kobieta wsadziła kiedykolwiek soplowate stopki np pod koszulę w celu ogrzania (sama robię to nagminnie, jak tylko uda mi się namierzyć odpowiednio ciepłą ofiarę, która nie zaprotestuje…) wie dobrze, jak ważne są ciepłe skarpetki zimą. Moje kolorowe wesołe helloukiti służyły mi wiernie chyba ze 3 jak nie 4 lata. Posłużyłyby pewnie i dłużej, ale jakoś pogineły w praniu czy coś. Ale jak namierzę podobne – jakościowo, to bez względu na wzorek kupię chyba ze 30 par :D

Na Tajwanie natomiast HelloKitty jest wszędzie. Na samochodach, na opakowaniach żarcia na wynos, na rozkładzie jazdy metra, na łódkach, skuterach, kaskach itp. Niezależnie od wieku i płci, każdy może mieć hellou kiti i nie zostać odsądzonym od czci, wiary i heteroseksualności… Co będę pisać. Sami popatrzcie:



Przynajmniej w dwóch wypadkach jestem w stanie potwierdzić że to na 100% Tajwan – samolot (tajwańskie linie Eva Air) oraz diableski młyn, w zeszłym roku nawet na nim byłam, co potwierdza słit aż do bólu rózowa focia w kawaii kitti wzorki…

Obrazek pochodzi z internetu, nie ja jestem autorem!

EVA posiada 5 takich samolotów, obsługujących głównie połączenia z ojczyzną Kitty White, Japonią. Nie muszę chyba dodawać, że w środku wszytsko też jest – hellou-kitaśne?

Porodówka HellouKiti (klip po chińsku, ale bez znajomości języka też idzie załapać o co kaman…). Co ciekawe, tu (czyli na Tajwanie) rodzi się znacznie mniej dzieci niż u nas, a porodówki otwierają się coraz nowsze, lepsze i ciekawsze. Ta ma 30 łóżek i za główny cel postawiła sobie nie „rodzić po ludzku”, ale – załagodzić stres związany z rodzeniem oraz posiadaniem dziecka ( i wydatków z nim związanym) i zachęcić do następnej ciąży (oraz kupowania nowych słit gadżetów…).


http://www.ufunk.net/en/insolite/une-maternite-hello-kitty-a-taiwan/

Ale także można spotkać:

Taaaaaak, to JEST piła łańcuchowa….

A na koniec – przykład wykorzystania HellouKiti jako policyjnego środka dyscyplinującego w Tajlandii, gdzie niegrzeczni/niemili/plujący po ulicy/śmiecący/spóźniający się do pracy/parkujący nieprzepisowo /itp funkcjonariusze w ramach kary paradują cały boży dzień ze słodko-różową opaską na ramieniu… I z takim pistoletem u boku…


http://www3.allaroundphilly.com/blogs/trentonian/weird/2007/08/thai-police-forced-to-wear-hello-kitty.html

Ostrzeżenie dla turystów – jeżeli spacerując po Bangkoku dostrzeżesz umundurowanego gliniarza udekorowanego w/wym sposób, pod żadnym pozorem : nie gap się/nie pokazuj paluchem/nie śmiej się głupawo/nie komentuj w żadnym języku, bo poziom wkurwienia podnosi pasywną zdolność rozumienia języków obcych, tym szydery po polskiemu/nie proponuj strzelenia sobie foci i nie fotografuj. Masz bowiem do czynienia z mocno wkurwionym tajskim maczo, dla którego konieczność noszenia ozdoby adekwatnej raczej dla czteroletniej absolwentki grupy muchomorków w pobliskim żłobki jest już wystarczającym poniżeniem. A chyba nie chcesz wkurwić małego taja, umiejącego rozwalać żelbet jednym kopniakiem?

!!!Powyższe linki mój komputer i jego zabezpieczenia uznaje za nie niosące  żadnego wirusowego zagrożenia. Jednak, jeżeli twój antywirus sądzi inaczej, proszę – daj mi znać!!!