Pomelo na Święto Środka Jesieni

Już trzeci raz piszę o święcie, polegającym na grillowaniu gapieniu się w księżyc – czyli o ZhongQiu Jie 中秋節. Ponieważ wyjaśniałam już skąd w ogóle wzięła się tradycja oglądania jesiennej pełni, pisałam o innych legendach związanych z królikiem na księżycu, a o szczegółach grillowania zwyczajnie nie chce mi się pisać, bo to nic specjalnego – to dziś na tapecie będzie pomelo.

Zawsze myślałam Czytaj dalej

Talizman na „Natychmiast dolary!” – o tajwańskich dekoracjach i szczęśliwych breloczkach w stylu końskim

Moja sąsiadka Yoyo uwielbia styl „cute keai”. Ma pierdylion drobiazgów „słodziasznych”, od światełka przy rowerze w kształcie kota, przez króliczkowe buty i skarpetunie w muchomorki, po spinki do włosów i maskotki. No i maskotkowy breloczek przy kluczach.

 Yoyo łączy z jej kluczami nieco dziwna więź, bo wiecznie je gubi, zostawia gdzieś, przypadkowo wrzuca sąsiadowi na parapet (podobnie jak ja, jest zbyt leniwa żeby schodzić na dół i wpuszczać gości, więc obie praktykujemy zrzucanie kluczy z tarasu, żeby sobie gość sam wszedł). Jej chłopak, przystojniak Mao odbywający właśnie służbę wojskową w Kaohsiung zakupił jej zatem breloczek, żeby te klucze miały jakiś sensowniejszy tor lotu Czytaj dalej

Śniadanie z duchem pradziadka – o Dniu Zamiatania Grobów, kulcie przodków i miłości, tak przy okazji I

Pamiętając o mowie liczb, uroiłam sobie iż Święto Zamiatania Grobów (Qinmingjie) wypada w dwie czwórki, czyli 4 kwietnia. Ostatnio tak wypadało, i wydało mi się to jak najbardziej logiczne… Podobnie jak to, że w tym roku Wendzarnia 4/4 postanowiła zamknąć się na cztery spusty…

Nieco wątpliwości zasiało w mej duszy uświadomienie sobie, że na Tajwanie – jakkolwiek by nie zamieszkiwała go horda pokręconych kosmitów – to jednakowoż święta religijne nie są okazją do dnia wolnego, i w sumie to święta religijne wyliczane są w kalendarzu lunarnym, nie solarnym.
(o kalendarzach pisałam TU >>KLIK<<). Ukoronowaniem medytacji i rozważań w tym temacie było zaproszenie mnie przez małą siostrzyczkę Joyce na obchody Dnia Dziecka organizowane przez jej szkołę. Dzień Dziecka i okazyjny festyn z imprezą w Zaduszki, to jednakowoż kłóciło się nawet z tajwańską ideologią religijną (a raczej moim jej pojmowaniem), jaka by nie była inna od naszej, katolicko-pokutnej.
No i wyjaśniło się.  Czytaj dalej

Słodkie usta Kuchennego Boga – o zwyczajach noworocznych

Nastał już A.D. 2014, fajerwerki opadły, dym się rozwiał, kac poszampanowo-posylwestrowy wywietrzał… Zachodnia półkula świętuje karnawał, tańczy do upadłego i niezbyt chętnie czeka na Tłusty Czwartek. A tym czasem w Azji...

Tymczasem na Tajwanie ludność szykuje się do przywitania Roku Konia, Drewnianego w dodatku (o niuansach kalendarzowo-zodiakalnych było TU >>KLIK<<). Pierwszym widocznym symptomem zbliżającego się nowego roku lunarnego jest – przedświąteczne sprzątanie.

Chińczycy może nie są mega-syfiarzami (do Arabów wiele im brakuje), ale do estetów i pedantów też nie należą powszechnie. Na Tajwanie kurzy się paskudnie, kultura sprzątania jest rozwinięta tak sobie. Ale na nowy rok koniecznie trzeba dom wywrócić do góry nogami, uhetać się jak dzika kobyła, zlokalizować i anihilować najmniejszy puszek, okruszek i pyłek – bo inaczej pogrom, błyskawice, armagedon i przede wszystkim obraza bogów od szczęścia, awansu i pieniędzy.  Czytaj dalej

Liźnięcie kultury -nowa wystawa w Pier2

Choć bardzo zajęta, nie mogłam sobie odmówić sprawdzenia, co nowego w jednym z moich ulubionych punktów Kao, czyli „Artystycznym Nabrzeżu Pier2 Art Center”.

 W poniedziałek po szkole rączo niczym gazela popędziłam nad morze, licząc że dzień powszedni i w miarę wczesna godzina oszczędzi mi nadmiarowego zagęszczenia ludności. Przypominam – Tajwańczycy wszytsko robią stadami, hordami i czeredami, i spacer w Pier2 może zmienić się w ocieractwo ze szturchactwem.  Czytaj dalej

Tajwańczyku, czemu nie śpisz po nocach? – słów kilka o nightmarketach

Co to jest nighmarket?

Ano…. to taki plac targowy, otwierany po zmroku. Czyli około jakiejś 18-19 czasu tajwańskiego (Tajwan z uwagi na swoje położenie bliżej równika ma znacznie mniejszą dysproporcję pomiędzy długością doby w zimie i lecie), gdy zapada szybka zwrotnikowa noc. O godzinnym podziwianiu zachodzącego słońca można zapomnieć, rach ciach- słoneczko chowa się za horyzontem i świat mrocznieje raptownie, niczym nakryty czarną płachtą. Czytaj dalej

Magia cyferek – czyli romantyzm po chińsku

O tym, że Azjaci zbyt wylewni nie są – wspominałam. O tym, że nie będą sypać wyznaniami o stanie uczuć – też pisałam, podobnie jak o oświadczynach, chodzeniu za rączkę itepe. W każdym razie czytelnik powinien pamiętać – Chińczyk/ Tajwańczyk/ Wietnamczyk/ Japończyk/ inny Azjata nie będzie powtarzał „kocham cię”, a gdy usłyszy taką deklarację to zwieje na drzewo albo wyśle interlokutora do psychiatry.

No to jak deklarują sobie uczucia? Hmm.. Nie słowa, a czyny? Prezenty  Noszenie torebek? Karteczki kolorowe? Nalepki na Line (nie wiem czyt w Polsce to jest, ale to taki komunikator smartfonowy, darmowy, więc jest tu bardzo popularny  I tak dalej, domysłów sporo…

Dziś Tajwańczycy i kultura tajwańska-chińska uosabiana przez nauczycielkę Zheng dała radę zaskoczyć mnie po raz kolejny :D Zaczęło się prozaicznie, od testu, który - o dziwo! wysłała nam na maila, kazała rozwiązać w domu i zapowiedziała, że potraktuje go jak normalny sprawdzian. Od zawiłości gramatyki szybko zdryfowaliśmy w kierunku ustalenia terminu wspólnego obiadu w domu Nauczycielki Zheng, na który to obiad wszyscy bez wyjątku mamy sporządzić jakieś danie kuchni narodowej. Nauczycielka Zheng podrapała się mazakiem po nosie, popatrzyła w kalendarzyk, oko jej błysnęło i zadała cięzkie pytanie:
- Jaki był wczoraj dzień?
- Dziękuję, dobry… Deszczowy.. Pogodny… Gorący… Poniedziałek… – padały ze wszystkich stron klasy odpowiedzi, nieodmiennie kwitowane: Mmm, oznaczającym – „Dobrze, ale nie to autor miał na myśli!”
W Końcu nauczycielka Zheng popatrzyła na nas jak na nierozgarniętych i niegramotnych, po czym na tablicy nakreśliła: 2013 520. Nic mi to nie rozjaśniło, zresztą – nie tylko mi, więc wpatrywaliśmy się spojrzeniem tepo-krowio-przeżuwającym. Osobiście czułam koniczynę, malowniczo łaskoczącą mnie w kąciku ust, a nawet mleko łaciate spływające mi do kartonika umocowanego gdzieś za planszą reklamowego tła z łąką. LeiWen(Szok Kulturowy made in Guyana Fhancuska) po mojej prawicy wyglądał równie inteligentnie i w pełni sił umysłowych, niczym ofiara plemienia dla amazońskiego krokodyla. Podobnie reszta klasy.
- Masz chłopaka? -zapytała znienacka Nauczycielka Zheng najbystrzejszą wśród nas Japonkę Saori. Ta pokiwała głową, że nie. – A ty?- A ty? – indagowała po kolei. Nie, nikt nie miał chłopaka, dziewczyny też.
- Mali?- Francuzka Marie-Helene pokręciła głową – Nie…
- Ale jak to, przecież miałaś chłopaka? – Fakt, miała. jeszcze dziś mijałam ich pod bramą Wendzarni, i nie wyglądali na skłóconych.
- Właśnie zehwaliśmy – oświadczyła Marie-Helene.
- E tam, oszukujesz starszą kobietę, w dodatku nauczycielkę…. A co wczoraj ci powiedział specjalnego twój chłopak? Powinien powiedzieć, jak nie powiedział, to może z nim zerwij? – Mali szukała w głowie pomysłu a na to, co powiedzieć miał chłopak…
Nauczycielka Zheng klepnęła w tablicę, znacząco – dalej nie widzicie zwiążku?
Nie, nie widzieliśmy.
5-2-0 przeczytała – wu er ling… wu er ling (łu ar lin/łuoa lin) – zwiesiła dramatycznie głos
- A! -Zatrybił jako pierwszy Takeji/Yuerh – ło ai ni? (我愛你I love you)?
-Taaaak – rozpromieniła się Nauczycielka Zheng. Przecież brzmi podobnie!
No chyba dla gęgających Chińczyków…

Fakt, ich fonetyka jest nieco odmienna – notorycznie mylą L i N (dla nas odległe realizacyjne jak Kraków z Murmańskiem, gdzie nosowe zębowe N a gdzie boczna dziąsłowa L?), różnica między P i B, D i T, Ki G nie polega jak u nas na dźwięczności/bezdźwięczności, a istnieniu lub braku przydechu. Łopatologicznie – po polsku rozróżnia się P i B oraz resztę przykładając palec do gardła i szukając drgań wiązadeł, drgają - dźwięczna  nie drgają – bezdźwięczna. Po chińsku paluchy (lub papierek, lepiej widać) przykłada się do ust, przy P jest przydech z podmuchem, papierek wdzięcznie faluje, przy B brak wyżej wymienionych. Stąd np.: mój sąsiad z ławki LeiWen(Szok Kulturowy) notorycznie ubezdźwięcznia i mało kiedy zostaje poprawiony, z kolei mi się zdarzyło powtarzać K i K i K a nauczycielka wciąż słyszała tam G, bo mój przydech był za słabo dychający…

No dobra, ale co dalej z tym wczorajszym dniem? – zaciekawiłam się potężnie. Może ciastkami dzielą i się załapię na jakieś reszteczki (ostatnio dostałam prawie połowę tortu z okazji dnia matki, bo ani rodzicielka ani dzieci nie mogły przejeść nadmiaru słodyczy i różowego lukru, mniam mniam)??? Niestety, nie, tym razem obeszłam się smakiem, zamiast materialnych dowodów miłości wypada zadzwonić do lubej i lubego i mu przypomnieć, że dzis 20 maja, wymówiwszy to mozliwie pokracznie uzyska się efekt miłosnego wyznania. Podobny dzień to 30 maja, 5 3 0, wu san ling/ łuosanlin – czyli我想你wo xiang ni, tęsknię za tobą, myślę o tobie, w synonimie – kocham cię. No a rok? 2 0 1 3?  er ling yi san? Nie wiem jakim sepleniącym cudem, Chińczyk i chińskojęzyczny ujrzy tam  -  alin isen, kocham cię na całe zycie -愛你一生

- No to jak, zadzwonił ten twój chłopak, czy nie? Może wysłał ci smsa z cyframi- indagowała nauczycielka Zheng. – Bo jak nie, to powinnaś z nim zdecydowanie zerwać, bo to skandal, żeby nie docenić takiej pieknej i mądrej dziewczyny…

- A właściwie  to nie wiem – spointowała Marie- Helene, – chyba nie… Ale nie ma to znaczenia, i tak słyszę to co rano i co wieczór oraz bez okazji…

- Ale twój chłopak jest Tajwańczykiem jak mój mąż? Mój mąż nie jest taki, jestem zazdrosna!

- Tak, on jest Tajwańczykiem, ale ja nie jestem Tajwanka, więc musi się starać dopasować do mnie…