Nożownik w tajpejskim metrze

Dziś w Tajpej, w stolicy cywilizowanego, rozwiniętego kraju zamieszkałego przez uprzejmych i pokojowo nastawionych Tajwańczyków, w jadącym od stacji do stacji metrze doszło do wielokrotnego zabójstwa.

Po 16.30 wszytskie media nadawały wieści z ostatniej chwili.
W wagoniku metra 21-letni student zadźgał nożem 3 osoby, ranił ponad 20 (od 21 do 28), głównie w brzuch i plecy. Czwarta ofiara smiertelna zmarła już w szpitalu. Czytaj dalej

Protesty studenckie w Tajpej – zamieszanie wokół Cross-Strait Trade Pact

Przy śniadaniu, o ile przezwyciężę zew Wściekłych Ptaszysk – mam zwyczaj czytywać gazetę. Gazeta jest lotów nienajwyższych, taki odpowiednik SuperExpresu i Faktu, ale umówmy się – mój poziom tzw „Szumieju” (書面語 shūmiàn yǔ, formalny język pisany) jest zblizony do „małoumieju” a wręcz „ch..jaumieju” i czytanie czegoś ambitniejszego skończyło by się drastycznymi scenami i pluciem herbatą z rozpaczy.

Tematem numer jeden są protesty studenckie. Konkretnie rzecz biorąc, studenci zablokowali parlament, zrobili barykady z krzeseł i siedzą, część w środku – a część na zewnatrz.  Czytaj dalej

Długie życie i tajwańskie papierosy

Kolega poprosił – czy mogłabyś zakupić paczkę albo dwie lokalnych fajek? Nie ma sprawy.

Oczywiście dokonałam rozpytania, co będzie lokalną fajką i nie udusi potencjalnego obdarowanego. Standardowo jako propozycje „polecane” były – Dunhille, Marlborasy, LMy, Camele i inna międzynarodowa ramówka. Cóż, sama pamiętam jak z drżeniem serca wskazałam niemieckiej koleżance z wymiany „Sobieskie”, a potem zastawiałam się czy przeżyła odpalenie…

W końcu stanęło na dwóch – jednej, o tradycyjnej nazwie „Formoza”, i drugiej. Które nazywały się Long Life.  Czytaj dalej

Z wiadomości…

Dzisiejszej nocy ponoć coś się trzęsło. I to porządnie. Niestety, albo stety – przespałam, bo wyrąbana byłam jak koń po westernie wskutek długiego i pracowitego dnia, poświęconego z równym zaangażowaniem na naukę i pisanie wrednego testosa, jak i na zdobywanie nowych doświadczeń do opisania na blogu.

Info TUTAJ po polsku

Mój kolega pisał u siebie na blogu, że się solidnie wystraszył, bo w Kaohsiung trzęsienia ziemi nie są zbyt częste. A to było pierwsze i dosyć odczuwalne

Inny kolega stwierdził, że Hameryka znów testuje ten alaskański wywoływacz deszczu czy inną broń klimatyczną (HACCCCCCCPPPPP czy jakoś tak) i s..syn Bobama spać ludziom nie daje bo próbuje w Koreę trafić tym ustrojstwem. Fakt, ostatnio jak próbował, to w Japonię walnęło… Swoją drogą, celownik w tej wiatrowej machinie to mają chyba wybitnie made-in China, wybrakówka straszna. bo gdzie Tajpej a gdzie Phenian, zwany teraz Pjonggjangiem? 

A ja – w swoim bezpiecznie ustawionym łóżeczku ( w rogu pomieszczenia, bo materiał konstrukcyjny łamie się zazwyczaj w środku, zbieg dwóch lub więcej ścian jest bardzo bezpieczny) – przespałam jak niemowlak rzeczone wstrząsy. Wszyscy chyba kojarzą, że dzieci lubią jak im się wózek kolebie… Więc mnie też pokołysało na lepsze spanie.

Ogólnie rzecz biorąc, miejscowi nie spuszczali się specjalne nad nocnym trzęsieniem ziemi – poza tymi bliżej epicentrum, bo w Tajpej magnituda wyniosła 6stopni w skali Richtera. Ogólnie w stolicy ma się co trząść – zabudowa tamtejsza to wieżowce, wyższe wieżowce  jeszcze wyższe wieżowce i Taipei 101, który swego czasu zajmował zaszczytne stanowisko „najwyższego budynku świata”. Plotka i teoria spiskowa głosi, że zbudowanie tego ponad 50-0metrowego kolosa spowodowało zaburzenie struktury geologiczno-tektonicznej etc, i właśnie dlatego, z powodu błękitnego giganta sterczącego w krajobrazie niczym reklama pewnej bardzo znanej błękitnej pigułki, widocznego w promieniu 40 km i z kosmosu też – telepie się bardziej. Co wrażliwsi koledzy wspominali, że pierwsze tygodnie na Pięknej Wyspie spędzili dreptając pomału na szeroko rozstawionych nogach, ostrożnie stawiając kroki i asekurując się parasolkami i kijkami – bo po asfalcie i betonie chodziło się jak po galarecie…

EDIT – trzęsło się nie w nocy, a w biały dzień. I nic nie zuważyłam! jestem chyba wyjątkowo odporna… 

 A ku pokrzepieniu serc – jeszcze jeden atykulik, którym się od wczoraj podniecają tajwańscy koneserzy fotografii i podróży - historia jednego aparatu z Hawajów


Latający lekarz i restauracja pod dębem… Marzenia się spełniają!

W ostatnim tygodniu, kilka natrętnych marzeń tłukło mi się po głowie.

Ponieważ staram się być konstrukcją nieskomplikowaną pod każdym względem, co gwarantuje ponoć szczęśliwość w życiu i brak depresyjności (czy ktoś widział takiego np pantofelka z depresją? albo amebę?)… No więc marzenia staram się mieć również mało skomplikowane - dżinny od spełniania zachcianek nie lubią tych bardziej wybajerzonych. I spełniają je na opak.

No więc moje marzenia nieśmiało rozpoczęły wędrówkę ku fantasmagoriom ziemniaczków puree, pomidorówki, bigosu, leczo, buraczków, schabowego i kiszonych ogórków etc, podsycaną jeszcze przez moją uzdolnioną kuchennie kuzynkę, radośnie raportującą mi znienacka, ciosem w podniebienie, slinianki i żołądek oraz ośrodek głodu – na przykład – o!pomidorówka mi się pali, albo o!kaczka z żurawinką mniam mniam Czytaj dalej