Ahoj przygodo! – czyli norweski epizod z Morzem Północnym w tle

Gdy kolejny turnus z Chińczykami dobiegał końca, a ja serdecznie wymiotowałam już na samą myśl o zgrai wyjątkowo irytujących skośnookich osobnikow jacy mi się trafili tym razem, zadzwonił telefon.

- Kiedy lecisz do domu?- przez trzaski i inne zakłócenia w tle przedarł się chrapliwy głos mojego znajomego Wilka Morskiego, kapitana siedmiu mórz.

- A za pare dni, a co? Chcesz mnie na obiad zaprosić?

- E tam obiad, mam dla ciebie pracę!

- Jaką?

- Bzzzt glum glum klhhhhhh bzyt krrrrr bzyt… – i w słuchawce rozległy się buczki oznaczające koniec audiencji.

„I cal you tomoro. I am on boat and have bad conektion” – zapikał sms, specyficzną angielszczyzną kapitana. OK…

Z tym „tomoro” to w wypadku Wilka Morskiego bardzo umowna sprawa i czasem wypada ono za tydzień, miesiąc, ruski rok lub nigdy – ale wieczorem po 23 Wilk Morski zadzwonił. Z propozycją nie do odrzucenia. „Mój człowiek z załogi jest chory, potrzebujemy kogoś na podmianę. Chcesz?”

Aha. Okeeeej… Yyyy?

- A co miałabym robić, przecież łodki to ja widzę głównie w butelkach jako elementy dekoracyjne, albo na obrazkach, a o pracy marynarza mam takie pojęcie jak o piciu rumu.

- Na mojej łodzi nie ma alkoholu w tym rumu też, a reszta jest prosta. Trzeba gotować, myć, duuuuużo mycia i pomagać przy załadunku i rozładunku cargo. Nic trudnego. Kiedy możesz zacząć? Czytaj dalej

Co Chińczycy odkrywają w Europie – czyli norweskie wkręty panny M.

Tak się mi życie potoczyło, że zamiast trybikiem w dużej międzynarodowej firmie zostałam opiekunem i przewodnikiem wycieczek chińskich turystów w Skandynawii. Zamieniłam marzenie o własnym boksie w korpo-kubikolandzie na autokary pełne skośnookich turystów domagających się atrakcji i zakupów w markowych butikach – na odludziach Nordkapu na przykład.

Czasem padają dziwne pytania, jeszcze dziwniejsze odpowiedzi również. Czasem moja inwencja twórcza wręcz mnie przeraża. Dziś, z okazji zbliżającego się Prima Aprilis moje najlepsze farmazony sprzedane biednym nieświadomym niczego Chińczykom (aczkolwiek na ich własne życzenie, w związku z trudną sztuką mówienia „Nie” po chińsku, której do dziś nie opanowałam). Zatem z okazji zbliżającego się Prima Aprilis – moje najlepsze historie, które wcisnęłam biednym naiwnym Chińczykom (a oni łykneli niczym młode pelikany). Czytaj dalej

Gdzie leży Peru i kto pochodzi z tajwańskiej Tajlandii – czyli opowieści podrywowe znad norweskich fiordów

Co roku, gdy mam wystarczająco dużo wolnego, wyruszam do Europy, aby podreperować stan finansów i zdobyć trochę grosiwa na spokojne życie studentki języka chińskiego na Tajwanie – bowiem niestety tak jakoś wyszło, że pracowanie na Tajwanie akurat mi nie wyszło.

Imałam się w Norwegii różnych zajęć – między innymi sprzedawałam na ryby na straganie i opiekowałam się wycieczkami. I szybko weszłam w interakcję z rozmaitymi mieszkańcami Kraju Wikingów – i tymi rdzennymi, i napływowymi. Mówiąc krótko, budziłam spore zainteresowanie. Czytaj dalej

Jak starałam się o pracę na Tajwanie – tragikomedia w pięciu aktach

Moi znajomi przyzwyczaili się do rytmu moich wyjazdów i powrotów na wyspę, wyznaczanych przez wakacje i ferie oraz 90 dniowy limit ‚”wjazdu bezwizowego”. Co prawda konieczność wywalenia pewnej, nie zawsze najniższej, kwoty na bilety rekompensowały mi coraz to nowe wspomnienia z egzotycznych krajów-rajów, ale mimo wszystko tymczasowość mego tajwańskiego bytowania, bez tutejszego ubezpieczenia i meldunku – jednak męczyła.

Zalegalizować swój pobyt mogę za pomocą na przykład: Czytaj dalej

Czego nie chcesz wiedzieć o swoim szefie – ciemna strona social mediów na Tajwanie (ale pewnie nie tylko)

Ci którzy mnie znają, wiedzą że jestem „cokolwiek” aspołeczna, i długo wzbraniałam się przed mainstreamowym FB, którego założyłam głównie z uwagi na moje tajwańskie konszachty i knucia tajwańsko stpendialne.

 Tak, aby się ubiegać o stypendium/pracę/naukę na Tajwanie – wypada a nawet trzeba mieć FB bo gro spraw pobocznych jest załatwianych właśnie na FB.
Ogłoszenia parafialne, zadania domowe, plotki i rozgrywki towarzyskie, informacje – tylko na darmowym portalu „komunikacyjnym”, nikt do ciebie nie będzie maila klepał, dzwonił czy smsował. Czytaj dalej