O modzie i stylu tajwańskim – zgrzyty i szoki

Wielokrotnie powtarzałam, że Tajwanki lubują się w szortach ledwodupkach tak skąpych, że lico me kraśnieje niczym piwonia na samą myśl o pokazaniu się w takich na ulicy. I powtarzałam, że niektóre zestawienia TaiwanStyle powiedzmy dyplomatycznie znacząco różnią się od naszej przaśnej polskiej konwencji dobrego smaku.

Choć widoki „ciekawostek” na ulicy mijam co dzień, rzadko mam okazję wyjąć aparat i sfocić panią przystrojoną niczym choinka ustawiona na czubku willi cygańskiego króla. Czytaj dalej

Pazury tajwańskie, manikiur, pedikiur.. cz I

Przygotowując tak zwany „background” do tematu „kosmetyki azjatyckie” trafiłam na takie dwie panie, eksploatujące temat zajebistych azja-fantazja kremów i kosmetyków koreańsko – wszelakich w Japonii.

Drążenie przedmiotu odbywało się w ramach bloga o rozwalającej serce nazwie „Oriental Queens” w sposób wysoce profesjonalny, z nienaganną dykcją, z użyciem poprawnych form gramatycnych i leksykalnych tudzień oczywiście bogatego słownictwa. I rzecz jasna dokładnie było wiadomo, o co paniom chodzi… Słowem – cud, mjut, ożeszki i kawai. Tak, przez jedno i. Czytaj dalej

Tajwan ma stajla? – Ting i jego ciuchy

W nawale chudych tajwańskich chłopców straszących ptasimi nóżkami i opiętymi rurkami, i wyglądających jak pół dupy zza krzaka, oraz chłopców wbitych w dresiawe mundurki szkolne nadające im wygląd drugiej połówki końca pleców za tym krzakiem, oraz rzeszy płaskodupych skośńookich wbitych w gajerki rozmaitych lotów (najczęściej koszących w dół, jeżeli chodzi o efekt wizualny) i wylajtowanych panów w wieku tatusiowym, hasających w polówkach, dresiokach i wiatrówkach – zabłysło kilka kaganków nadziei.

This ! is ! Taiwan!… czyli typowy tajwański spacer w obiektywie obcokrajowca

Stada skośnookich, wydzierających się Chińczyków są wszędzie, nawet na Nordkappie. Momentami ów odludny raczej Nordkapp wyglądał zresztą jak Plac Tian AnMen podczas obchodów święta partii, gdzie tylko smog zasłonił litościwie otaczające budynki – bowiem zaiste Chińczyk stał na Chińczyku, Chińczykiem się poganiał i o Chińczyka potykał, w kadrze chińskiego smartfona ujmując małe, (kilkusettysięczne zaledwie) grupki pobratymców…

Do globusa się nie dopchałam, nie machnęłam słitfoci z dzióbkiem (choć zawsze o takiej marzyłam…). Ale z kronikarskiego obowiązku zamieszczam znalezioną w necie focię – szczęśliwie, bez pekińskiego desantu emerycko-nowobogackiego.  Czytaj dalej

O ciżemkach na uroczo

Wspominałam już, że Tajwanki kochają róż, słodziaszność, cekinki i ogólną stylistykę „królowej grupy Muchomorków”? Objawia się to między innymi tym, że wszelkie ubranka i dodatki z cekinkami, kokardkami, misiami, pieskami itp, na widok których małe lelegantki w wieku od lat 3 do 8 dostają regularnej korby, są teżprodukowane w rozmiarach dla lelegantnych mamuś. I co ciekawe, schodzą na pniu…

Nie wiem do końca jak wygląda to w Polsce, bo być może niepotrzebnie ekscytuję się czymś, co u nas jest normalne, oklepane i nudne, bo wszyscy widzieli, przerobili, schodzili i schodzone wysłali na wysypisko…

Dziś na tapecie będą buciki w stylu sportowej słodyczy, które podbiły mój zmysł estetyczno ironiczny. Albo raczej – zdobyły uwagę. Czytaj dalej

Słodko, kolorowo, bezpiecznie

Tia…. Skojarzyło mi się odpowiednio, ale nie o tym zupełnie miało być…

Na Tajwanie podstawowym narzędziem poruszania siebie, psa, rodziny, zakupów, parasola ogrodowego, drabiny i sprzętu AGD też – jest skuter. Czytaj dalej

Tajwańczyku, czemu nie śpisz po nocach? – słów kilka o nightmarketach

Co to jest nighmarket?

Ano…. to taki plac targowy, otwierany po zmroku. Czyli około jakiejś 18-19 czasu tajwańskiego (Tajwan z uwagi na swoje położenie bliżej równika ma znacznie mniejszą dysproporcję pomiędzy długością doby w zimie i lecie), gdy zapada szybka zwrotnikowa noc. O godzinnym podziwianiu zachodzącego słońca można zapomnieć, rach ciach- słoneczko chowa się za horyzontem i świat mrocznieje raptownie, niczym nakryty czarną płachtą. Czytaj dalej