Czego nie chcesz wiedzieć o swoim szefie – ciemna strona social mediów na Tajwanie (ale pewnie nie tylko)

Ci którzy mnie znają, wiedzą że jestem „cokolwiek” aspołeczna, i długo wzbraniałam się przed mainstreamowym FB, którego założyłam głównie z uwagi na moje tajwańskie konszachty i knucia tajwańsko stpendialne.

 Tak, aby się ubiegać o stypendium/pracę/naukę na Tajwanie – wypada a nawet trzeba mieć FB bo gro spraw pobocznych jest załatwianych właśnie na FB.
Ogłoszenia parafialne, zadania domowe, plotki i rozgrywki towarzyskie, informacje – tylko na darmowym portalu „komunikacyjnym”, nikt do ciebie nie będzie maila klepał, dzwonił czy smsował. Czytaj dalej

Z sieci niebezpieczne związki… – o znajomościach wirtualnych w stylu tajwańskim

Tajwan nieco stemperował mą aspołeczność – do tego stopnia, że złamałam się w kwestii użytkowania międzynarodowego portalu społecznościowego. Wcześniej bowiem z uwagi na pewne okoliczności biograficzne usunęłam konto z naszej-klasy (gdzie chwilę zadawałam szyku, może i nie focią pod palmą, ale za to z samolotem, a co!). Niestety, szybko okazało się, że na Tajwanie bez konta na fejsie człowiek nie istnieje… 

Przykład?

Gdzie załatwiane są sprawy uczelniane i komunikacja na linii koledzy z klasy tudzież profesor? No zgadnijcie, gołębiem pocztowym czy może mailem? Ależ kto by się kłopotał mailami, jak można stworzyć grupę zamkniętą i mieć kontakt na bieżąco, przez smartfona…

Aplikacja na rządowe stypendium – i co jest WYMAGANE? Dwa adresy mailowe ( w tym uczelniany) i konto na portalu z pejsem.  Czytaj dalej