Trzynastkowe mebelki… – czyli o urodzinach i dylematach na obczyźnie

Urodzinowy poranek rozpoczął mi się normalnie – czyli mocno spóźniona w locie pożarłam śniadanie i wpadłam tuż przed dzwonkiem na teścik. Teścik z uwagi na fakt moich urodzin przełożono na jutro, a cała klasa odśpiewała mi piosenki urodzinowe w swoich językach (czyli po azjatycku – japońsku, wietnamsku, indonezyjsku i koreańsku). Było śmiesznie.

Po szkole zaś postanowiłam odnowić zapasy żywnościowe i udałam się do nie najbliższego, ale ulubionego sklepiku z owocami, tuż koło rogu na którym swój śmieszny kramiko-wehikuł parkuje Dziadzio Guawa. Po drodze zaś jest kolejny ulubiony sklepik Starego Wujka Li, trochę ze starzyzną a trochę z drewnianym rekodziełem kleconym przez seniora rodu w czasie wolnym od bawienia wnuków albo i prawnuków. Czytaj dalej