Noworoczne stylizacje tajwańskie

Chiński Nowy Rok, albo Nowy Rok Księżycowy – to dla każdego Chińczyka wielka sprawa.
Trzeba wysprzątać dom w każdym zakamarku, żeby Kuchenny Bóg nie doniósł gdzie trzeba, że pod łóżkiem pani Zhang koty sypialniane aż mruczą, pan Cheng za szafą trzyma gazety z golizną, a panna Chen w łazience hoduje kultury żywych bakterii i penicylinę oraz impregnje ściany kuchenne centymetrową warstwą oleju ze smażonych przez rok potraw. Czytaj dalej

O złotych liliach i tajwańskim pedikiurze – czyli coś dla wąchaczy, oglądaczy, stopowych fetyszystów i innych zboczeńców cz I

Był czas manikiuru, nadszedł czas na pedikiur…

 UWAGA.

TEKST ZAWIERA ZDJĘCIA NIEKONIECZNIE PRZYJEMNE DLA OKA.

Jadąc na Tajwan po raz pierwszy, w głowie miałam wizerunkowy miszmasz małych skośnookich miłośników tabletów, ślicznych dziewczynek o dziecinnych licach, chłopków w stożkowatych kapeluszach, pól ryżowych i tak dalej. Powitała mnie pulchna i raczej mało skośnooka Tina oraz czaplowata, ogorzała Monica wyższa ode mnie o pół głowy, co z lekka zachwiało porządkiem wszechrzeczy, gdzie każda Chinka miała być wiotka i maleńka. Czytaj dalej

Pazury tajwańskie, manikiur, pedikiur.. cz I

Przygotowując tak zwany „background” do tematu „kosmetyki azjatyckie” trafiłam na takie dwie panie, eksploatujące temat zajebistych azja-fantazja kremów i kosmetyków koreańsko – wszelakich w Japonii.

Drążenie przedmiotu odbywało się w ramach bloga o rozwalającej serce nazwie „Oriental Queens” w sposób wysoce profesjonalny, z nienaganną dykcją, z użyciem poprawnych form gramatycnych i leksykalnych tudzień oczywiście bogatego słownictwa. I rzecz jasna dokładnie było wiadomo, o co paniom chodzi… Słowem – cud, mjut, ożeszki i kawai. Tak, przez jedno i. Czytaj dalej

11.11 na Tajwanie. Dzień „Niepodległości”, „Niezależności”,”Nieparzystości”

W Polsce w listopadowo pochmurny i chłodny poranek upłynie pod znakiem byczenia się w ramach przedłużonego weekendu, transmisjach uroczystości państwowych, przemów polityków i ewentualnych strajków, demonstracji oraz korków w związku z rozpoczynającym się szczytem klimatycznym.

A na Tajwanie? Czytaj dalej

W Miesiącu Duchów nie będziemy kąpać się w morzu

Taki tytuł nosiła jedna z lekcji w podręczniku. No tak, pomyślałam – chińskie przesądy, niech ich drzwi ścisną z tym feng shui i innymi drobiazgami. Ale nie nabijajmy się z chińskich tradycji, bo u nas zabobonów i zwyczajów co niemiara…

Na przykład nie jemy mięsa w piątki (ale ryba to już nie mięso- co budzi głupawe uśmieszki buddystów. Bobrzy ogon, który porasta coś w rodzaju łuski – to także nie mięso, stąd potrawka z tych utalentowanych inżynieryjnie gryzoni – a raczej wyłącznie ich ogonów- była ważnym elementem postnej diety polskiej szlachty. Młodociany po usłyszeniu tego zaniemówił, powalony kreatywnym wegetarianizmem chrześcijan…), dzieciom na wózeczkach wiążemy czerwone kokardki w ramach ochrony przez urokiem, nie chodzimy pod drabinami, odpukujemy w niemalowane itp…

Ale – Miesiąc Duchów, czyli siódmy miesiąc księżycowy to czas szczególny w kalendarzu.

Czego zatem należy unikać w tym  okresie? Czytaj dalej

Sroki jako orędownicy miłości – historia o chińskich Walentynkach

Kiedyś dawno żyłam w przeświadczeniu, iż Walentynki to paskudny wytwór amerykańskiego imperializmu, zorganizowany po to, aby unieprzyjemnić mi i tak nadszarpnięty końcem zimy nastrój (na przykład złośliwie pustą jak nieszczęście skrzynką pocztową i mailową…).

Potem odkryłam, że na Tajwanie Walentynki obchodzi się dwukrotnie – zgodnie z japońskim zwyczajem – najpierw 14 lutego, a potem 14 marca tzw Białe Walemtynki.

 Zaś Facebook i moje wspaniałe tutorki Nico i Jocelyn przypomniały mi o tradycji chińskich Walentynek obchodzonych dokładnie 7.7, czyli siódmego dnia siódmego miesiąca księżycowego, który w tym roku przypadł właśnie dziś,13 sierpnia. Czytaj dalej

8.8 – o ojcach i prezentach

O osobliwościach tajwańskiego kalendarza i zwyczajach świątecznych wspominałam już wcześniej. Syntetycznie i w telegraficznym skrócie

- na Tajwanie używa się kalendarza solarnego (zgodnego z naszym) i lunarnego – tradycyjnego.

- część świąt obchodzona jest wedle sztywnych dat (i są to głównie święta państwowe, na przykład Święto Podwójnej Dziesiątki), pozostałe, głównie religijne (albo wywodzące się z bardzo starej chińskiej tradycji) – według kalendarza księżycowego. Jest to przyczyną dla której np Chiński Nowy Rok  wypada co rusz inaczej, i np czwarty miesiąc można czasem znaleźć w czerwcu. Czytaj dalej

Pierożki ryżowo-liściaste i smoki czterograniaste – Festiwal Smoczych Łodzi

Początek czerwca na Tajwanie  (a raczej 5 dzień 5 miesiąca księżycowego, który zazwyczaj wypada w czerwcu, a w tym roku właśnie na początku 6 miesiąca słonecznego – o zawiłościach kalendarza pisałam KLIK>>TUTAJ<<KLIK) w tym roku przyniósł wyczekiwane „Smocze Łodzie”, o których wiele słyszałam, ale nie było mi dane ujrzeć na żywo.

Najpierw pojawiło się ogłoszenie parafialne odczytywane podczas lekcji – obcokrajowcy zainteresowani startem proszeni są o uprzejme wpisywanie się na listę i zapoznanie z harmonogramem treningów. Niestety, tegoroczni obcokrajowcy z Wendzarni nie popisali się tak jak ubiegłoroczni – i zamiast zająć jakieś poczesne miejsce, w ogóle nie sformowali drużyny… No cóż. I tak Wendzarnia nie cieszyła się sławą szczególnie dobrych zawodników, i jakikolwiek epizod startowy był wielkim sukcesem.

Potem na ulicy pojawiły się znane mi już pierożki ryżowe zongzi owinięte w liść bananowca, których tradycyjny smak mnie absolutnie nie urzekł, a farsz z kleistego ryżu (glutinous rice można swobodnie tłumaczyć na glutowaty, kolor i konsystencja zbliżoną) z dodatkiem ugotowanego w przyprawach żółtka i fermentowanej fasoli wręcz odstraszył od konsumpcji. Produkcja pierożków wygląda jednakowoż malowniczo i fotogenicznie, same efekty ręcznej robótki wiszą w przyciągających oko i obiektyw kiściach, na suszarkach i wieszakach wzdłuż mojej Ding-dong Lu od tygodnia i nasiąkają pierwiastkami z powietrza.

o powstaniu tradycji 5.5, zongzi i smoczych łodziach  informowano szeroko (na miarę średnio-zaawansowanych możliwości językowych) w mojej książce do chińskiego, w rozdziale – poznaj chińską kulturę i tradycję. Tu link do filmiku po angielsku wykonany przez studentki Applied Chinese, my też mieliśmy taką PPT o różnych chińskich świętach (jedna była o lunarnych, czyli religijnych, druga o solarnych – czyli świętach państwowych, wedle „normalnego” kalendarza)

Dawno, dawno temu był sobie poeta Qu Yuan, który w czasach, gdy Chiny nie były jeszcze wielkim cesarstwem a małymi, walczącymi ze sobą królestwami – pisał wiersze i nawoływał do pokojowego zjednoczenia. O ile nowoczesna poezja Qu Yuana, który stworzył nowatorski gatunek wiersza o zmiennej długości wersu – była ceniona na dworze królestwa Chu, to już równie nowoczesne a wywrotowe idee „pokojowego współistnienia”, „zaprzestania wojen”, „zjednoczenia wielkich Chin” zagwarantowały mu szybką niełaskę i wyrok rodzaju „banicja albo śmierć”. Zrozpaczony poeta rzucił się zatem 5.5. 278 pne do rzeki Miluo, manifestując swój sprzeciw moralny.  Na ratunek rzucili się mu rybacy, którzy wielkiego męża stanu i artystę niezwykle poważali. Niestety, Qu Yan utonął… Aby uchronić jego ciało przed zjedzeniem przez ryby, co gwarantowałoby poważne kłopoty dla duszy uwielbianego poety – rybacy rzucali w nurt rzeki swoje jedzenie – aby ryby nasyciły się ryżem i nie zainteresowały świeżymi zwłokami. Dodatkowo mieli uderzać wiosłami o wodę, aby ryby płoszyć i/lub szukać ciała – co dało początek dwóm tradycjom nierozerwalnie związanym z piątym dniem piątego miesiąca – czyli zongzi – jedzonych i wrzucanych do wody, oraz wyścigom smoczych łodzi. Epilog historii o poecie pragnącym zjednoczenia przyszedł niedługo później, wraz z Pierwszym Cesarzem Chin, Qin Shi Huangdi – tym od Terakotowej Armii, podbicia ościennych królestw, wprowadzenia reform ujednolicających państwo, najbardziej kojarzonym z Jetem Li w filmie Hero.

Smocze łodzie występują w kilku wymiarach,od kilkuosobowych, po monstra wymagające 50 wioślarzy, ale standardowo jest to 20 wioślarzy plus sternik i bębniarz. Łodzie zapewnia każdorazowo miasto, w którym odbywają się zawody, i muszą one spełniać wymogi dotyczące wymiarów, wagi kadłuba oraz długości i rodzaju wioseł. Podczas treningów nie używa się bajecznie kolorowych dekoracji w formie smoczego łba i ogona, tylko samego kadłuba pomalowanego w kolorowe łuski. Łodzie „dzienne” i „nocne” różnią się wizualnie – między innymi wielkością elementów zdobniczych, oraz – a jakże – oLEDowaniem (witamy w krainie wiodącego producenta tej technologii).

Młodociany twierdził, że wyścig rozgrywa się na 50m. Jak dla mnie – było to baaaardzo długie 50 m, odpowiadające standardowemu polskiemu dystansowi pół kilometra.  Zresztą Młodociany startujący w zeszłym roku mówił, że mało mu oczka nie wypadły do rzeki z wysiłku, płucka się nie wypluły – a w konsekwencji w miarę wysokiej pozycji biedni wioślarze byli upośledzeni ruchowo przez minimum dwa- trzy dni z uwagi na zakwasy w rękach, brzuchu i plecach od wiosłowania. Pełna łódka waży około dwóch ton, i aby ją rozbujać należy najpierw zasuwać wiosełkiem obłąkańczo szybko, a potem wolniej ale mocniej i głębiej, aby utrzymać prędkość, po czym znów na finiszu po wariackiemu… Dyrygentem wyznaczającym tempo machania pagajami jest bębniarz, który nie dość że pierze w taraban, to jeszcze wrzeszczy – i dziajooo naprzód, i w lewo tłumoku, i no chłopaki, szybciej! Efekt – czas na 500 m podawany po zakończeniu  wyścigu mieścił się w 3 minutach z maleńkim haczykiem. Podejrzewam, że dla zawodników były to jedne z najdłuższych minut życia… Zawsze biorą udział  3-4 łodzie, w różnych kategoriach (są i żołnierze, i studenci, i firmy, i szkoły średnie, i nawet hobbyści np „Seattle Flying Dragons”, którzy na głowach mieli okolicznościowe amerykańsko-chińskie dekoracje), są i wyścigi osad mixt (minimum 8 kobiet w załodze) i – cieszące się dużą popularnością – wyścigi łodzi z osadami całkowicie obcokrajowymi.  Ogólnie zasady startu i kwalifikacji do dalszych etapów przypominają zasady madżonga, ewentualnie chiński makaron w 5 smakach, czyli są trudne do ogarnięcia …

Co ciekawe, Polska ma swój wkład w tradycję Wyścigu Smoczych Łodzi!

- w 2003 roku, z uwagi na szalejący w Chinach SARS, zamiast w Szanghaju – zawody rozegrano w Poznaniu na jeziorze Malta

- w Polsce sport staje się coraz bardziej popularny, w zeszłym roku w Mistrzostwach Polski starowało 28 drużyn! Relacja KLIK >>TUTAJ<< na bardzo estetycznie wykonanej stronie warszawskiego KS Spójnia Ciekawa jestem, czy pod Wawelem też można zobaczyć smoka wodnego, machającego do podwawelskiego…

- a teraz niemiła wiadomość, niestety. Polska firma Tedi Sport (reklamująca się jako renomowany dostawca smoczych łodzi i kajaków) miała  wykonać łodzie dla miasta Tajpej, za bagatelka -12 000 000 TWD czyli ponad 130 000 PLN. Dostarczyli zaś – badziewie, które nie dość że nie wyglądało jak smocza łódź, to jeszcze się rozleciało – owa felerna głowa nie spełniająca norm estetyczno-tradycyjnych,odczepiła się, gdy zawodnik na nią wlazł.

Wleźć musiał – bo na zawodach ma na tym łbie siedzieć, i wyciągać rękę  po flagę, zamocowaną na ostatnim paliku toru. Machanie flagą sygnalizuje zakończenie wyścigu – więc komentarze na wykopie że po cholerę tam lazł są wynikiem niewiedzy Polaków. Podobnie jak komentarze typu „zemsta za naszą polską autostradę” – pomimo że obydwa państwa zamieszkiwane są przez skośnookie ludziki mówiące po chińsku, to Tajwańczycy z naszymi przebojami i wybojami drogowymi nie mają nic wspólnego.Cały artykuł, niestety po chińsku znalazłam na wykopie. Można zobaczyć więcej ciekawych ujęć na ową wybrakówę…

Reasumując – czekam z zapartym tchem na środową ceremonię wieńczącą festiwal, i finałowy wyścig. Z tego co wiem nieoficjalnie, pojawi się w osadzie mój zeszłoroczny znajomy, podpora jednaj z najlepszych drużyn Kaohsiung, czyli łodzi policyjnej. Poza tym, krótkie widowisko z okazji otwarcia – właściwie chyba była to tylko próba, bo cały program prezentowano w mniejszym upale, po zmroku – czekam na widowisko towarzyszące wręczaniu medali, pucharów i podziękowaniu bogom rzecznym za grzeczną współpracę… W każdym razie – gimnastyczki i tańczący bogowie robili wrażenie…

reszta zdjęć niebawem, bo są problemy z załączaniem plików