Najgorętsza plaża Tajwanu – Kending

W tajwańskim Mielnie czyli Kending byłam kilkakrotnie. Kending leży na wysuniętym na południe półwyspie, oblewanym w miarę czystymi wodami intensywnie błekitnego oceanu, rześka bryza przewiewa smog, białe łachy piachu wyglądają znacznie bardziej plażowo i wakacyjnie niż zwyczajowe czarne wulkaniczne piaski wokół Kaohsiung.

Woda jest też jakby ciut czyściejsza niż gęsta zupowata ciecz unosząca się w okolicy portu Kaohsiung. Powietrze świeższe i tak dalej. Zatem – pomijając Rybne Muzeum które pokochałam z całego serca także za solidnie schłodzone pingwinarium przygotowujące przegrzany organizm do europejskiego klimatu – gdy marzę o plaży to i Kending mi się marzy, bo tamtejszy ekosystem skóry na brudno nie maże i człowiek rasowo się na brązik smaży… Czytaj dalej

Gdy kolory niosą smierć… – tragiczny finał zabawy w Nowym Tajpej

W weekend doszło do strasznego wypadku, w którym poszkodowanych jest niemal 500 osób, z czego ponad 200 było w stanie ciężkim lub krytycznym. Jest to największy wypadek podczas imprezy masowej na całym Tajwanie.

W parku rozrywki Formosa Water Park odbywała się impreza z serii „Colour Run Asia”, gdzie ważnym punktem programu było znane i Polsce a inspirowane hinduskim świętem Holi – rozpylanie kolorowych proszków.

Jest to efektowne, i wygląda niezwykle fotogenicznie i barwnie. Jest też potencjalnie niebezpieczne. Czytaj dalej

Rybki małe południowych mórz – Muzeum Oceanu w Kending

Styczniowym przedpołudniem udało mi się zdać ostatni egzamin, odebrać wyniki prac pisemnych i zasiąść w kafejce w celu analizy pokaźnej długości oceny opisowej. 

Były te rezultaty znacznie lepsze niż oczekiwałam, aczkolwiek Młodociany zmarszczył nosek i zaczął rozpoczął przemowę: Czytaj dalej

Na nieboskłonie tajwańskim zjawiska magiczne… Kaohsiung, 30.03

Szeroko zachwalane i reklamowane zaćmienie – pomimo pobytu w północnej części Norwegii, gdzie miało być ono niemal całkowite i widoczne z każdej możliwej dziury, góry i doliny – niestety mnie ominęło. 

Bo akurat w czasie gdy zaczęło się ściemniać i słońce właśnie było pożerane przez mitycznego smoka – zerwał się wicher, niebo zasnuło chmurami, a z chmur ołowianych spadł kopny śnieg. Przecząc dosadnie ludowej prawdzie, że podczas zaćmienia nawet wiatr ze strachu chowa się w mysiej dziurze. Czytaj dalej

Co Chińczycy odkrywają w Europie – czyli norweskie wkręty panny M.

Tak się mi życie potoczyło, że zamiast trybikiem w dużej międzynarodowej firmie zostałam opiekunem i przewodnikiem wycieczek chińskich turystów w Skandynawii. Zamieniłam marzenie o własnym boksie w korpo-kubikolandzie na autokary pełne skośnookich turystów domagających się atrakcji i zakupów w markowych butikach – na odludziach Nordkapu na przykład.

Czasem padają dziwne pytania, jeszcze dziwniejsze odpowiedzi również. Czasem moja inwencja twórcza wręcz mnie przeraża. Dziś, z okazji zbliżającego się Prima Aprilis moje najlepsze farmazony sprzedane biednym nieświadomym niczego Chińczykom (aczkolwiek na ich własne życzenie, w związku z trudną sztuką mówienia „Nie” po chińsku, której do dziś nie opanowałam). Zatem z okazji zbliżającego się Prima Aprilis – moje najlepsze historie, które wcisnęłam biednym naiwnym Chińczykom (a oni łykneli niczym młode pelikany). Czytaj dalej

Bajki Tysiąca i jednej Polki – Dziewczynka w czerwonym kubraczku

Poniższy post powstał w ramach projektu „BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI” Klubu Polki na Obczyźnie, który dedykowany jest Karince oraz jej siostrze Ali. Dziewczynki aktualnie nie mają możliwości by podróżować, dlatego zabieramy je w baśniową podróż po świecie z dziecięcych snów.

Istnieje mapa bez krańców świata – są na niej wszystkie kontynenty, miasteczka i wsie, ale jako że zawieruszyła się w bibliotecznym dziale baśni, nabyła magicznych cech: jeśli się na niej stanie, potrafi porwać ze sobą w najbardziej odległe miejsce. Czytaj dalej

Statystyczne wykwity analityczne – czyli jak odkryć mojego bloga

Myślałam, że „kupa wieloryba” długo nie doczeka się godnego następcy przebijającego absurd i odległość od rzeczywistej tematyki mojego bloga.

Ale jako że ludzka kreatywność nie zna granic, a słownictwo jakiego używam bywa niekonwencjonalne zarówno pod względem metaforyki, skojarzeń, gramatyki jak i leksyki, to ludzkość wyprowadziła mnie z błędu logicznego całkiem szybko.

Z pomocą przyszło mi narzędzie zwane słodko „analem” albo „analem poszerzonym” w blogerskim gronie – czyli Google Analytics. Czytaj dalej

Gdy dopada cię tajwańska alienacja

Wczoraj moja mama oraz moja tajwańska mama (czyli Max) obchodzili urodziny. Choć dzieli ich w czasie jedna generacja, widzę wiele podobieństw charakterologicznych – zwłaszcza w dziedzinie opiekuńczości. Ale nie o tym.

Max szalenie ucieszony poświęcił się rozpakowywaniu prezentów. Czegóż tam nie było! Czytaj dalej

Noworoczne stylizacje tajwańskie

Chiński Nowy Rok, albo Nowy Rok Księżycowy – to dla każdego Chińczyka wielka sprawa.
Trzeba wysprzątać dom w każdym zakamarku, żeby Kuchenny Bóg nie doniósł gdzie trzeba, że pod łóżkiem pani Zhang koty sypialniane aż mruczą, pan Cheng za szafą trzyma gazety z golizną, a panna Chen w łazience hoduje kultury żywych bakterii i penicylinę oraz impregnje ściany kuchenne centymetrową warstwą oleju ze smażonych przez rok potraw. Czytaj dalej

Norweskie rewolucje randkowo-kuchenne cz. 3

Już wiecie, że udało mi się trafić na cudem ocalały z epoki kamiennej okaz nieuleczalnego wikińskiego dżentelmana, co na cnotę mą nie nastawał (ku szczeremu żalowi głodnej wrażeń panny M.) a egzotyczną urodą powodował, że język mi się plątał i mentalnie wracałam do wczesnej podstawówki, gdy z wypiekami oczekiwałam pojawienia się Taxido Kamen albo innego wielkookiego bohatera japońskiej kreskówki z włoskim dubbingiem i polskim lektorem.

 Wciąż mam nadzieję na płomienny chiński romans, inny od przaśno-siermiężnego scenariusza komedii romantycznej rodem znad Wisły lub innego Holiłuda. Urzekły mnie chińskie legendy o miłości po grób, oczarowała smutna historia romansu bez happy endu (pisałam o niej w poście „Najpięknieszy znak chińskiego pisma”), no i nie ukrywam – podobają mi się Azjaci. Czytaj dalej