Tajfun, tfu tfu – czyli jak czasem wygląda tajwańska pogoda

Wczoraj przy okazji ploteczek czatowo-skajpowych z kuzynką w powietrzu zawisło pytanie:

- Majia, jak tam u was na Tajwanie, żyjecie? Bo w wiadomościach nawet było, że jakaś masakra i tragedia.
Zdziwiłam się trochę, bo nie zanotowałam żadnego spektakularnego wydarzenia, które mogłoby pretendować do miana wstrząsającego i straszliwego. Zatem – może dowiem się czegoś, co trzymano przede mną w tajemnicy? Czytaj dalej

O, w pestkę! – czyli tajwańskie dylematy stomatologiczne

Lubię guawy. Zielone i różowe, trochę podobne z wierzchu do zmutowanej gruszki, w smaku nie podobne do niczego, niezbyt słodkie i niezbyt soczyste (aczkolwiek do legendarnego „suchego grejpfruta” yaozi im daleko). Mogę ich opchnąć dowolną ilość, ograniczoną tylko pojemnością żołądka (a ten mam raczej mało ekonomiczny i zupełnie nie pasujący do wypłoszowatej proweniencji).

Guawa ma pestki. Jadalne. I stanowiące jak dla mnie najsmaczniejszą część owocu. To znaczy, pestki jak pestki, zwykłe drewniane – ale gniazdo nasienne gdzie te pestki tkwią to soczyste, słodkie, mięciutkie, delikatne wnętrze, idealnie komponujące się twardą resztą. I to właśnie pestkowe jądro rozpływające się w ustach i tak dalej powoduje, że guawy wcinam jak małpa kit. Ciamkając rozkosznie z ukontentowania. Czytaj dalej