Gdy dopada cię tajwańska alienacja

Wczoraj moja mama oraz moja tajwańska mama (czyli Max) obchodzili urodziny. Choć dzieli ich w czasie jedna generacja, widzę wiele podobieństw charakterologicznych – zwłaszcza w dziedzinie opiekuńczości. Ale nie o tym.

Max szalenie ucieszony poświęcił się rozpakowywaniu prezentów. Czegóż tam nie było! Czytaj dalej

Noworoczne stylizacje tajwańskie

Chiński Nowy Rok, albo Nowy Rok Księżycowy – to dla każdego Chińczyka wielka sprawa.
Trzeba wysprzątać dom w każdym zakamarku, żeby Kuchenny Bóg nie doniósł gdzie trzeba, że pod łóżkiem pani Zhang koty sypialniane aż mruczą, pan Cheng za szafą trzyma gazety z golizną, a panna Chen w łazience hoduje kultury żywych bakterii i penicylinę oraz impregnje ściany kuchenne centymetrową warstwą oleju ze smażonych przez rok potraw. Czytaj dalej

Norweskie rewolucje randkowo-kuchenne cz. 3

Już wiecie, że udało mi się trafić na cudem ocalały z epoki kamiennej okaz nieuleczalnego wikińskiego dżentelmana, co na cnotę mą nie nastawał (ku szczeremu żalowi głodnej wrażeń panny M.) a egzotyczną urodą powodował, że język mi się plątał i mentalnie wracałam do wczesnej podstawówki, gdy z wypiekami oczekiwałam pojawienia się Taxido Kamen albo innego wielkookiego bohatera japońskiej kreskówki z włoskim dubbingiem i polskim lektorem.

 Wciąż mam nadzieję na płomienny chiński romans, inny od przaśno-siermiężnego scenariusza komedii romantycznej rodem znad Wisły lub innego Holiłuda. Urzekły mnie chińskie legendy o miłości po grób, oczarowała smutna historia romansu bez happy endu (pisałam o niej w poście „Najpięknieszy znak chińskiego pisma”), no i nie ukrywam – podobają mi się Azjaci. Czytaj dalej

Norwesko-kuchenne rewolucje randkowe – część druga

A zatem – zostawiłam was z rumieńcami ekscytacji w momencie gdy płakałam jak bóbr nad swym pechem, niedolą i marnością żywota, bo kucharz imieniem Haakon zachował się w sposób ogólnie niby grzeczny acz obraźliwy dla mego kiełkującego seksapilu (który to seksapil rzecz jasna momentalnie uwiądł).

Innymi słowy, trafiłam na jednego jedynego cholernego romantycznego i porządnego chłopca w tym zakątku świata, który zamiast łapczywie i entuzjastycznie rzucić się na moje chude udka i dietetyczne żeberka – postanowił być gentelmanem, zaraza franca mór i trąd. Czytaj dalej

Kuchenne rewolucje wikińsko-azjatyckie

Nie, nie będzie o gotowaniu. Gotować dalej nie potrafię. Będzie za to o randkowaniu w Krainie Wikingów.

Moja wakacyjna praca polegała na byciu niańką chińskich turystów. Tak konkretnie, to byłam pilotem, przewodnikiem, asystentką, animatorem czasu wolnego, wyjaśniaczem dlaczego w takiej bogatej Norwegii na Nordkapie nie ma wypasionej galerii z butikami LV, psem pasterskim i dziewczęciem do bicia dla nowobogackich Chińczyków, którzy zdecydowali zamiast do Paryża wyekspediować się do Skandynawii na wakacje życia. W sumie, to o Chińczykach na wakacjach mogę elaborat walnąć, żeby było i smieszno, i straszno – ale dziś nie o tym. Dziś, powalentynkowo – będzie o miłości i romansach z Azjatami w tle. Czytaj dalej

Katastrofa samolotu linii TransAsia w Tajpej

Dziś około 11 czasu miejscowego, a 4 nad ranem w Polsce doszło do kolejnej katastrofy lotniczej na Tajwanie.

Samolot (turbośmigłowy ATR-72) linii TransAsia lecący z Tajpej na wyspy Kinmen wkrótce po starcie stracił kontakt z wieżą, zahaczył o most nad rzeką Keelung i wylądował w na szczęście dla pasażerów płytkiej wodzie. Pilot do ostatniej chwili próbował -według naocznych świadków – poderwać maszynę. Czytaj dalej