Plażing, smażing i inne akcenty wakacyjne – Boracay

Obudziły mnie raźno piejące koguty i ciepło sączące się pomiędzy uderzeniami klimatyzatora. No tak, Kalibo jest znacznie cieplejsze niż Tajwan, a okna bynajmniej do szczelnych się nie zaliczają. Zatem zebrałam plecaczek i zawołanym przez Hotelową Madam trójkołowcem pokołysałam się na parking dla autobusów.

Oczywiście, od kopa obskoczyli mnie naganiacze oferujący „tani, szybki, klimatyzowany transport do portu Caticlan”, ale po szybkim rzucie oka na zachwalany wehikuł zasiadłam koło innego busa i rozpoczęłam potulne czekanie na resztę pasażerów. Mój bus, choć lata świetności miał lekko za sobą, posiadał zarówno szyby w oknach jak i klimatyzator – a ten tani-szybki etc chłodzony był za pomocą chłodnych podmuchów czekających ewentualnie przy drodze, by wpaść przez okna wyposażone głównie w kraty i szerokie rozwarcie na przestrzał. Szyb bowiem w zestawie nie uwzględniono, podobnie jak siedzeń – bo towarzystwo szybko zajmowało drewniane ławki poupychane wzdłuż w 3 rzędach Tiaaa, witamy w trzecim świecie. Czytaj dalej

Filipińskie wakacje… część I – czyli dreszczyki podróżne

Gdy stempel w paszporcie coraz bardziej nieubłaganie pokazywał, że muszę się z wyspy ewakuować, uzyskać zestaw magicznych pieczątek wylotowo-wlotowych oraz po prostu zmienić choć na chwilę kraj, aby nie popełnić masowego mordu na Tajwańczykach, którzy zaczęli irytować mnie w stopniu jak dotąd nienotowanym – pojawił się zwyczajowy problem: GDZIE? KAJ? KUDA?

Poruszyłam ten temat w szkole i w gronie znajomych. Japoneczki rzecz jasna zachwalały mi Tokio/Osakę, Nguyeny płci obojga – Wietnam, oferując swe usługi przewodniczo-towarzyskie (Nguyen to najpopularniejsze nazwisko noszone przez jakieś 90%populacji Wietnamu), zaś Irek stwierdził krótko – „To może lećmy razem na Filipiny, bo też mam termin visa run na czerwiec. Słyszałem że na Boracay są niezłe plaże, jest tanio i są tanie bilety.” Czytaj dalej