Zaduszki po tajwańsku… (czyli spal babci torebkę Szanel a dziadkowi perfumy i tablet)

 W tajwańskim kalendarzu religijnym nie ma rzecz jasna najmniejszej wzmianki o „Zaduszkach” czy „Dniu Wszystkich Świętych”. Owszem, obchodzi się Halloween – ale to bardziej jako okazję szkolno-marketingowo-imprezową, ale idea listopadowych odwiedzin na grobach rodziny jest czystą abstrakcją.

hallo1

Europejskie śniadanie po tajwańsku

Swego czasu opowiadałam wam o moich śniadaniowych perypetiach, czyli o tym, jak Młodociany wmuszał we mnie cokolwiek z ogólnodostępnej palety szamy przed-szkolnej, zazwyczaj równie obrzydliwej co powszechnej.

Czyli – były naleśniki z czymś mięsnym i szczypiorkiem, były bułki z farszem padlinowo-cebulowym, odbijającym się jak nieszczęście, było parszywe spaghetti nawet nie dające się określić jak twór spagetti-podobny i zielona buła o smaku mydła i aromacie płynu do płukania tkanin (według podpisu – zielona herbata). I inne wynalazki, serwowane codziennie – na korytarzu HuaYuZhongxin, przed samymi zajęciami, przez mojego tzw „Brekfast Boyfriend Delivery Service” – na widok którego Japoneczki z mojej grupy sikały po nogach, rozpływając się w maślanych uśmiechach. Czytaj dalej

Nasz Lajkonik ten lajkonik po Tajwanie sobie goni…

Lajkonika chyba wszytskie dzieci znają. Gdyby zaś niektórzy dorośli mieli braki w edukacji przedszkolnej albo sobie zapomnieli, Lajkonik to taka tradycja krakowska, o której szeroko i przystępnie wspomina Ciocia Wiki.

Prezentację mamy zatem za sobą.

Nie każdy wie, że inna krakowska legenda powiązana z Lajkonikiem – o urwanym hejnale z Wieży Mariackiej- wcale nie kończy się w XIII wieku (ponoć A.D. 1281) na krakowskim rynku, gdzie mieszczanie fetowali odparcie tatarskiego ataku (a jeden z nich przebrał się w znalezione łachy ze spiczastą czapką i bogato zdobionym płaszczem – i tak tańcował po całym mieście, i tak ponoć zaczęła się tradycja pochodu Lajkonika). O nie, moi drodzy – legenda o hejnale i tatarskim jeźdźcu wiedzie przez następne setki lat i prowadzi na terytorium pomiędzy rzeki Amu -Daria i Syr- Daria, przez pustynię Kyzył-kum do stóp gór Tienszan i Ałtaj. Do Uzbekistanu, do jednego z najstarszych miast Azji, leżącej przy Jedwabnym Szlaku – Samarkandy. Czytaj dalej

Jak Antek został Wiedeńczykiem… – niezwykła historia pewnego samolotu

Każdy pilot ma swoją ksywkę noszoną z dumą na identyfikatorach, hełmach i burtach maszyn – kto oglądał „Top Gun” ten wie. Poszczególne modele samolotów też mają – oprócz nazw kodowych np MiG-29 Fulcrum czy Mi-24 Hind, pieszczotliwe lub pejoratywne określonka identyfikacyjne dla wtajemniczonych. Są „krokodyle” (helikoptery Mi 24), „pszczółki” lub „betoniarki” (zaokrąglone Mi-8 i Mi-17), albo „ołówki” (znane ze smukłej sylwetki i dzióbka z przodu MiGi-21). Ale tylko niezwykły samolot dostaje indywidualne malowanie i jedyne w swoim rodzaju imię… Czytaj dalej

Msza na ludową nutę – czyli katolicy- Aborygeni na Tajwanie

Na Tajwanie chrześcijanie wszelkiej maści stanowią znikomą mniejszość. Większość jest buddyjsko-daoistyczno- budda raczy wiedzieć jaka, bo zmiksowana na dziesiątą stronę.

Wśród tych „chrześcijan” najwięcej jest rozmaitych protestantów, adwentystów dnia siódmego i innych -dla mnie woniejących sekciarską siarką, smołą z pierzem i dymem piekielnym. Kilkoro moich znajomych zasila w pierwszym lub drugim pokoleniu gorliwe szeregi neofitów i nasłuchałam się ciekawych historii „religijno-oświeconych”. Czytaj dalej