O złotych liliach i tajwańskim pedikiurze – czyli coś dla wąchaczy, oglądaczy, stopowych fetyszystów i innych zboczeńców cz I

Był czas manikiuru, nadszedł czas na pedikiur…

 UWAGA.

TEKST ZAWIERA ZDJĘCIA NIEKONIECZNIE PRZYJEMNE DLA OKA.

Jadąc na Tajwan po raz pierwszy, w głowie miałam wizerunkowy miszmasz małych skośnookich miłośników tabletów, ślicznych dziewczynek o dziecinnych licach, chłopków w stożkowatych kapeluszach, pól ryżowych i tak dalej. Powitała mnie pulchna i raczej mało skośnooka Tina oraz czaplowata, ogorzała Monica wyższa ode mnie o pół głowy, co z lekka zachwiało porządkiem wszechrzeczy, gdzie każda Chinka miała być wiotka i maleńka. Czytaj dalej

Urodzinowo…

Właśnie strzeliło 2 lata od czasu, kiedy zaczęłam przygodę z blogowaniem.

Dwa lata temu położyłam wszytsko na jedną kartę, spakowałam dobytek, resztę porozkładałam po krewnych i znajomych – i poleciałam szukać przygód i szczęścia do Azji.

Było różnie – wesoło i smutno, czasem ciężko, czasem euforycznie. Nauczyłam się mówić językiem chińskawym, potem chińsko-podobnym, potem śmiesznym ale zrozumiałym chińskim. Za to niekoniecznie nauczyłam się rozumieć Tajwańczyków. Czytaj dalej

Pieskie życie na Tajwanie II – bo pies też człowiek

Pokazywałam Wam już psy:

Pomelo na Święto Środka Jesieni

Już trzeci raz piszę o święcie, polegającym na grillowaniu gapieniu się w księżyc – czyli o ZhongQiu Jie 中秋節. Ponieważ wyjaśniałam już skąd w ogóle wzięła się tradycja oglądania jesiennej pełni, pisałam o innych legendach związanych z królikiem na księżycu, a o szczegółach grillowania zwyczajnie nie chce mi się pisać, bo to nic specjalnego – to dziś na tapecie będzie pomelo.

Zawsze myślałam Czytaj dalej

Tego nie robi się kotu…

Wisława Szymborska napisała wzruszający mnie w okolicach czwartej-piątej klasy podstawówki wiersz, o tym, że – „umrzeć, tego nie robi się kotu”. Ba, nawet na jakimś konkursie szkolnym dyplom dostałam za szczególnie ekspresyjną recytację z formami tańca szamańskiego, tak udatnie los tego kota przedstawiałam.

Wisława Szymborska na Tajwanie nigdy nie była (choć jej poezja jest tu znana), bo pewnikiem odkryłaby istnienie jeszcze wielu rzeczy, których nie robi się kotu… Czytaj dalej

Otwieracz do piwa wieszczy koniec cute keai!

Nie wiem w jakim sklepie dodawali do sześciopaka taki oto urokliwy otwieracz – ale oprócz śmierci i podatków pewne jest, że idzie nowe.

Obecnie panowie mogą już przestać się zacukrzać Hello Kitty i innymi kjutaśnymi słitnościami. I już nawet trupiarno- halloweenowa Hello Kitty nie daje rady (i dobrze, bo była upiorna do cna). Czytaj dalej

Wszystkimi ścieżkami internetów

Jak każdy szanujący bloger uprawiam nieomal onanizm graniczący z fanatyzmem – nad takim działem, którego wy, Czytelnicy, nie widzicie, ale ja widzę – i który zowie się STATYSTYKI.

Mam tam czarno na białym wyjaśnione na przykład – z jakich krajów oglądacie mój blog, jak długo na nim siedzicie, ilu was jest (nie licząc mnie), co czytacie, skąd przychodzicie (tzn z jakich stron www) oraz rzecz jasna magiczne „słowa kluczowe”. Czyli to, o co ktoś pytał wujka Gugla gdy trafił na me włości.

Dziś kilka tych najciekawszych z ostatniego miesiąca :D Czytaj dalej