Gdzie leży Peru i kto pochodzi z tajwańskiej Tajlandii – czyli opowieści podrywowe znad norweskich fiordów

Co roku, gdy mam wystarczająco dużo wolnego, wyruszam do Europy, aby podreperować stan finansów i zdobyć trochę grosiwa na spokojne życie studentki języka chińskiego na Tajwanie – bowiem niestety tak jakoś wyszło, że pracowanie na Tajwanie akurat mi nie wyszło.

Imałam się w Norwegii różnych zajęć – między innymi sprzedawałam na ryby na straganie i opiekowałam się wycieczkami. I szybko weszłam w interakcję z rozmaitymi mieszkańcami Kraju Wikingów – i tymi rdzennymi, i napływowymi. Mówiąc krótko, budziłam spore zainteresowanie.

Wyjaśnijmy jedną kwestię. Nie mam nic przeciwko mieszkańcom Bliskiego Wschodu, kiedy znajdują się na Bliskim Wschodzie. Ba, nie mam nic przeciwko tym ludziom gdy znajdują się gdziekolwiek indziej. Ale w momencie, kiedy zjawiają się w mojej bezpośredniej bliskości i rozpoczynają tańce godowe tudzież mniej lub bardziej szarmanckie podrywy – zwyczajnie zalewa mnie krew, bowiem czar pustyni i oczy głębokie jak szyby naftowe na mnie nie działają… Nie mam absolutnie nic przeciwko dziewczynom, które upodobały sobie Arabów, Turków, Irańczyków itp – ale ja jestem na przeciwległym biegunie. Niestety, chyba na zasadzie odmiennych ładunków, jako jasnooka ciemna blondynka z warkoczem -ściągam takich adoratorów niczym magnes… I zaczyna się zabawa.

Sytuacja pierwsza

Siedzę sobie w swoim kramiku z dorszami i innymi morskimi frykasami, ważę i pakuję, kasuję i się uśmiecham. Nagle wyrasta taki smagłolicy dżentelmen czarnooki i zaczyna maślenie się z mruganiem i innymi, zapewne nie pod adresem rybich łbów i ości, a moim. No, ale kupuje jakąś tam płastugę i po kwadransie bycia ignorowanym z całych sił – znika. Uff.

Następnego dnia pojawia się znów i zaczyna konwersację. A że akurat nie mogę zająć się czymś innym, bo nastała przerwa w przepływie turystów, to odpowiadam mu półgębkiem – „Sorry, pochodzę z tradycyjnej katolickiej rodziny i mama nie pozwala mi gadać z innowiercami”.

Pan, szczerząc białe zęby w całkiem sympatycznym uśmiechu i przeczesując nażelowane loki wyjaśnia z charakterystycznym akcentem, w którym wyraźnie słychać zaśpiew muezina wyjącego z meczetu:

- My name is Thomas. And I am from Peru, no Arab! No Arab, no muslim!

Yhy. Po trzech minutach konwersacji dowiaduję się, że moja pani od geografii oraz wszystkie znane mi mapy świata kłamały. A Peru leży w Kurdystanie.

Całe szczęście następnego dnia zostaję oddelegowana do mniej reprezentacyjnych zadań na zapleczu, i w kramiku siedzi Norweżka Ingrid, o posturze godnej swych wikińskich przodków. Gdy Thomas z Peru w Kurdystanie pojawia się w celu zintensyfikowania zalotów, nadziewa się  na biust Ingrid, którym skały by mogła kruszyć a nie tylko jego morale… Ingrid całe szczęście przytomnie wyjaśnia mu, że ta koleżanka co tu była wczoraj, to złamała nos ślizgając się na dorszu – i do dziś perfidnie nabija się z mojego absztyfikanta z Peru, co przyszedł z gitarą i jedną smętną różyczką pod kramik.

 Sytuacja druga

Inne miasto. Tym razem jestem z wycieczką Chińczyków i udajemy się na zakupy do galerii. Chińczyki rozpełzają się w poszukiwaniu torebek Gucci i innych pamiątkowych LV, ja zaś czekam w miejscu zbiórki sącząc kawunię w towarzystwie koleżanki -drugiej pilotki. I oto zza  rogu wyłania się on. Czarne włosy, długie rzęsy, smagła cera, białe zęby, nienagannie opięte spodnie i kusząco rozchełstana koszula eksponująca biżuty lśniące na dekolcie, plus ten nos dorodny i wygięty niczym klamka od zakrystii.

Gapię się w kawę – a koleżanka klepie na smartfonie odcięta od rzeczywistości. Pan, nie zwracając uwagi na nasz brak zainteresowania, rozsiada się tuż obok mego stolika i zaczna od puszczenia perskiego oczka, po czym przechodzi do nawijania makaronu na uszy – i nie przejmuje się tym, że go ignorujemy. Dookoła nas pomału rośnie tłumek wycieczkowiczów objuczonych torbami – ale niestety nie tak szybko jak bym chciała, bo jeszcze trochę ludzi zagubiło się w butikach.

W końcu postanawiam spławić owego lolo-żigolo sprawdzonym tekstem.

- Wiesz, pochodzę z tradycyjnej katolickiej rodziny i nie wolno mi rozmawiać z innowiercami.

- Ale ja nie jestem Arabem! Jestem z Tajlandii!

- Z tymi z Tajlandii też mi nie wolno rozmawiać, tylko z Norwegami.

- Ale ja jestem Norwegii! Mój tata jest z Norwegii, a moja mama jest z Tajwanu, nie Tajlandii. Taiwan, not Thailand! (to dosyć częste zjawisko – Norwegowie często po wakacjach w Bangkoku wracają z tajską żoną u boku)

Po trzeciej z kolei zmianie stanowiska w sprawie etnicznej – wstępuje we mnie diablątko. Chińczyki na hasło „Tajwan” rozwieszają uszęta niczym słonie, z Tajlandii rodem.

- Aaaa, Tajwan! A to co innego! Bardzo się cieszę że jesteś z Tajwanu – oznajmiam, rzucając powłóczyste spojrzenie na jego mało azjatycki nos i resztę rysów twarzy, znamionujących raczej powinowactwo z Beduinami i dynastią Abbasydów. Facet wyraźnie się rozjaśnia, błyska czarnymi oczami i szykuje się do decydującego ataku frontalnego na me serce.

- Cudownie, że jesteś z Tajwanu! Będę mogła poćwiczyć z tobą chiński, bo tu mam mało okazji! -płynnie przechodzę zatem na mandaryński – 您好!我叫瑪嘉! 很高興認識你!(cześć, nazywam się Majia, miło cię poznać)…

Czy muszę dodawac, że licznie zgromadzeni Chińczycy z mojej wycieczki pokładają się ze śmiechu, Norwegowie w kafejce mają ubaw, a smagłolicy Tajo-Norwego-Tajwańczyk zmyka jak niepyszny. Tylko w jego oczach widzę ten błysk, znamionujący dżihad…

A tak wygląda prawdziwy Taj i prawdziwy Peruwiańczyk – obydwóch spotkałam przy okazji pikniku na szkolne urodziny.

Powiązanie wpisy

1. Szkolne urodziny 1

2. Szkolne urodziny 2

3. Kopernik też była kobietą, w dodatku z Iranu – o perskich znajomych z Norwegii

4. Jak szukałam pracy na Tajwanie

 

5 myśli nt. „Gdzie leży Peru i kto pochodzi z tajwańskiej Tajlandii – czyli opowieści podrywowe znad norweskich fiordów

  1. Ja w to wole nie wnikac, czy to tylko brylantyna, czy jeszcze jakieś dodatki z koziej paszczy albo co gorsza odwłoka….

    A serio, to akurat włosy mają fenomenalne, i rzęsy – grube, mocne, błyszczące, rzęsy podwinięte bez tuszu i zalotki… Minusem jest to, że włosy panowie mają na całym ciele i golą na jezyka – klatę, plecy nogi, brodą mogliby asfalt rwać albo tynk zdrapywać ze ścian… No i żeby nie było za dobrze, to szybko łysieją :D

    • raz spotkałam hinduskę, która miała tak piękne włosy, rzęsy i w ogóle była tak piękna, że zaczęłam się zastanawiać czy nie jestem może krypto-homoseksualistką, bo witki mi opadły razem ze szczęką, stałam i się gapiłam xD ale Panowie właśnie, przynajmniej Ci w UK pomieszkujący, niezależnie od wieku i urody ogólnej, wszyscy jak jeden mąż mają włosy zaczesane „na hitlera”, grubo przeciążone. Może im się wydaje, że w ten sposób są bardziej europejscy? xD

      A swoją drogą kiedy tak wyjeżdżasz z Tajwanu, to możesz zostawić tam część swoich , czy po prostu cały dobytek nosisz na plecach? :)

  2. Cześć wysyłam pocztą. reszta zostaje rozdysponowana między znajomych i czeka na mój powrót. Zresztą dokładnie tak samo jest w Europie. Cześć dobytku sprzedalam czesc oddałam a resztę upchalam u znajomych i rodziny na przechowanie
    Z kolei kiedy przylatuje na ferie zimowe to zabieram tylko rzeczy slabo dostepne w PL. reszta czeka w tajwanskim mieszkaniu, bo i tak umowę podpisuję na 10miesiecy, na krócej dużo trudniej znaleźć samodzielne mieszkanko nie dzielone z milionem chińskich studentów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>