Krajobraz potajfunowy ze statkiem

Mam pecha do tajfunów – albo olbrzymie szczęście. Jestem tajfunoujemna, więc jak dotąd plaga wakacyjna całej Azji Południowo-Wschodniej omija mnie szerokim łukiem. W tym roku, gdy zażywałam wakacji w upalnej Skandynawii (+26 C za kołem podbiegunowym to jest osiągnięcie), w Tajwan uderzył niezbyt silny tajfun Matmo (osiągnął I stopień w pięciostopniowej skali).

Tajwańczycy nauczeni doświadczeniem z ubiegłorocznym tajfunem Soulik przeprowadzili między innymi ewakuację turystów z najbardziej na wysuniętych na wschód wysp – Zielonej i Orchidei, zarządzili obowiązkowe wolne (tzw. typhoon holiday) 23 lipca. Czytaj dalej

Gdzie leży Peru i kto pochodzi z tajwańskiej Tajlandii – czyli opowieści podrywowe znad norweskich fiordów

Co roku, gdy mam wystarczająco dużo wolnego, wyruszam do Europy, aby podreperować stan finansów i zdobyć trochę grosiwa na spokojne życie studentki języka chińskiego na Tajwanie – bowiem niestety tak jakoś wyszło, że pracowanie na Tajwanie akurat mi nie wyszło.

Imałam się w Norwegii różnych zajęć – między innymi sprzedawałam na ryby na straganie i opiekowałam się wycieczkami. I szybko weszłam w interakcję z rozmaitymi mieszkańcami Kraju Wikingów – i tymi rdzennymi, i napływowymi. Mówiąc krótko, budziłam spore zainteresowanie. Czytaj dalej

Mój kolega Irek – okruchy tajwańskich wspomnień

Do ogólnokrajowych katastrof tajwańskich dołączyła prywatna. O ile rozbity samolot czy wybuch gazu pociągnęły za sobą kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych i kilkaset rannych, w tej poszkodowana została tylko jedna osoba. Niby nic wobec skali poprzednich wypadków – gdyby nie taki drobiazg. To był mój kolega – Irek.

Zaczęło się niewinnie, od wiadomości na grupie dla Polaków na Tajwanie, gdzie ktoś zapytał o potwierdzenie co stało się z Irkiem. Znając Irka, sądziłam że został przyłapany na nielegalnej pracy i grozi mu deportacja – ale nie. Szybko wyprowadzono mnie z błędu, uczynnie wysyłając link do wiadomości w tajwańskim tabloidzie. Już niestety nie mogłam mieć wątpliwości… Czytaj dalej

Wybuch gazu w Kaohsiung

Niejednokrotnie zdarzyło mi się mijać na ulicach Kaohsiung radosnych dziaduniów, wiozących na swoich skuterku tak ze trzy butle z gazem. Zakręty wybierane rasowo i ostro, standardowe wpychanie się przed innych kierowców, jazda chodnikiem – a wszystko zwieńczone maleńkim detalem, czyli petem trzymanym w zębach.

Czytaj dalej