Chińska języka trudna bardzo – kilka przygód ze słownictwem i „skórzaną torebką”

Chiński ma tony, i jest językiem miauczanym. Co każde polskie dziecko wie, a jak nie wie to się dowie próbując uczyć się chińskiego. Mandaryński ma tych tonów 4 (i piąty – neutralny), kantoński 10, tajwański z 8 – i stanowią one spory problem.

Na tyle spory, że niestety, czasem (często) przeszkadzają w zrozumieniu.

Bo turysta z zachodu chce być miły i pyta o cenę półmiska pierogów (Yī wǎn shuǐjiǎo 一碗水餃), kelnerka słyszy „ile za noc spania?”(Yī wǎn shuìjiào 一晚睡覺) - i wali go na odlew, aż się porcelana ze szczęki sypie, a krew sika po suficie… Czytaj dalej

Tajwan w polskich wiadomościach – katastrofa lotu TransAsia GE 222 w Magong / Penghu

Opublikowałam poprzedni tekst i już chciałam wyłączać komputer, kiedy przez ekran przeleciał czerwony pasek „Katastrofa samolotu na Tajwanie”. Pierwsza myśl – pewnie znów ktoś sobie pomylił Tajlandię z Tajwaniem. Druga – no tak, wyjechałam to się zaczęło – tajfuny, katastrofy i w ogóle.

Jednak nie, chodziło o Tajwan.

Rozbił się samolot ATR-72 lecący z Kaohsiung w wakacyjny zakątek Tajwanu, czyli wyspy Penghu/Peskadory. Czytaj dalej

Piknik! Piknik! Piknik! -czyli pora na X Małopolski Piknik Lotniczy

Końcem czerwca 2014 plakaty rozlepione po całym Krakowie (i pewnie nie tylko) zapowiadały jubileuszowy, X Małopolski Piknik Lotniczy. Zatem, jak mogłoby mnie zabraknąć? 

Organizowana przez krakowskie Muzeum Lotnictwa Polskiego coroczna, dwudniowa impreza ściąga tłumy nie tylko sympatyków lotnictwa, ale i osób chcących spędzić weekend na czymś ciekawszym niż rajd ze szmatą do podłogi. Czytaj dalej

Antek „Wiedeńczyk” – najpiękniejszy samolot świata cz I – moje latanie

Zaczęło się zwyczajnie… Któregoś czerwcowego poranka w sobotę obudziły mnie samoloty z wizgiem przelatujące tuż nad moim blokiem. Z balkonu wraz z mamą obserwowałam ganiające wte i wewte małe zwinne maszynki grające najwyraźniej w berka i nie bardzo wiedziałam o co chodzi… 

A był to I Piknik Lotniczy, który powstał po rozdzieleniu zawodów w lataniu precyzyjnych z podkrakowskiego Pobiednika od rodzinnej fiesty przeniesionej na jak najbardziej środkowo-krakowskie Czyżyny. Wówczas obeszło mnie to jakoś mało, musiałam za to uspokoić babcię – pewną, że to III wojna światowa właśnie się rozpoczyna od nalotu dywanowego na Nową Hutę. Czytaj dalej

Jak starałam się o pracę na Tajwanie – tragikomedia w pięciu aktach

Moi znajomi przyzwyczaili się do rytmu moich wyjazdów i powrotów na wyspę, wyznaczanych przez wakacje i ferie oraz 90 dniowy limit ‚”wjazdu bezwizowego”. Co prawda konieczność wywalenia pewnej, nie zawsze najniższej, kwoty na bilety rekompensowały mi coraz to nowe wspomnienia z egzotycznych krajów-rajów, ale mimo wszystko tymczasowość mego tajwańskiego bytowania, bez tutejszego ubezpieczenia i meldunku – jednak męczyła.

Zalegalizować swój pobyt mogę za pomocą na przykład: Czytaj dalej