Plucie a sprawa życia i śmierci na Tajwanie

Powszechnie wiadomo, że Azjaci (a zwłaszcza Chińczycy) trącą buractwem i plują na potęgę. Zaiste, nawet na cywilizowanym Tajwanie powszechny jest widok zwłaszcza starszych panów w kwiecie wieku, obficie wyduszających flegmę spod serca i z rozmachem charkających w miejscach publicznych.

Dlaczego Chińczycy plują? Dlaczego plują Tajwańczycy? Czytaj dalej

Gdzie się podziewał koń Joli Rutowicz? Na Tajwanie!

Pewnikiem każdy pamięta „gwiazdę”, „osobowość telewizyjną” i celebrytkę Jolę Rutowicz, o nosie równie długim jak doczepiane włosy i opaleniźnie harmonizującej z różowością tipsów. Jeżeli akurat przegapiliście owo zjawisko, możecie uważać się za szczęśliwców o odrobinę mniej zrytym mózgu. Czytaj dalej

O modzie i stylu tajwańskim – zgrzyty i szoki

Wielokrotnie powtarzałam, że Tajwanki lubują się w szortach ledwodupkach tak skąpych, że lico me kraśnieje niczym piwonia na samą myśl o pokazaniu się w takich na ulicy. I powtarzałam, że niektóre zestawienia TaiwanStyle powiedzmy dyplomatycznie znacząco różnią się od naszej przaśnej polskiej konwencji dobrego smaku.

Choć widoki „ciekawostek” na ulicy mijam co dzień, rzadko mam okazję wyjąć aparat i sfocić panią przystrojoną niczym choinka ustawiona na czubku willi cygańskiego króla. Czytaj dalej

W pogoni za super-białością

O tym, że Tajwanki, Chinki i w ogóle mieszkanki tej słonecznej świata strony mają niezły odchył na punkcie białości liczka i ciałka – pisałam. O tym, jakie metody stosują w tym zbożnym celu – też wspominałam. 

Jednakże metody „tradycyjne” typu maska, czapka, parasolka i inne całuny nie zawsze zdają egzamin, więc Tajwankom (i innym) w sukurs idą odkrycia chemików i kosmetologów – filtry, balsamy, mydła, pudry itp mające z żółtawych z założenia Azjatek zrobić laleczki z saskiej porcelany. Czytaj dalej

Jak Majia została Aborygenką

Czerwcowy upał sączył się wściekle i nieokiełznanie, oczy od rana same mi się zamykały, a głowa ciężko opadała na brzuch i ćmiła nieprzyjemnymi oznakami niskiego ciśnienia. Ratunek był jeden – wycieczka na kawę nad Jezioro Lotosowe.

W kafejce Johna Lee siedziało kilka osób – ale jak zwykle znalazło się dla mnie miejsce, honorowe – pod aborygeńskimi wężami totemicznymi i plemiennymi talizmanami z kłów górskich dzików, tuż koło wentylatora, niemiłosiernie i nieobyczajnie podwiewającego mi kiecę, więc zanim się usadziłam, to tłum odwiedzający pobliską świątynię miał okazję obejrzeć moje majciochy. Bogowie stali nieporuszeni, więc chyba nie zauważyli, bo żaden piorun mnie nie raził. Czytaj dalej

O kosmitach z wioski Majia

John Lee z najlepszej kawiarni w Kaohsiung pochodzi z plemienia Paiwan, zamieszkującego południowo-wschodnie rubieże Tajwanu – głównie okręg (województwo?) Pingdong. Czasem, gdy ma dobry humor, mało (lub dużo) klientów i nie męczy go pasja twórcza – opowiada gościom kawiarenki Paiwan Arabica historie i legendy swojego ludu.

Ostatnio – przy okazji rozmów o spadających gwiazdach, których w Kaohsiung nigdy nie widać, przedstawił mi tajemniczą historię przekazywaną z pokolenia na pokolenie przez starszyznę Paiwanów. Czytaj dalej