Czego nie chcesz wiedzieć o swoim szefie – ciemna strona social mediów na Tajwanie (ale pewnie nie tylko)

Ci którzy mnie znają, wiedzą że jestem „cokolwiek” aspołeczna, i długo wzbraniałam się przed mainstreamowym FB, którego założyłam głównie z uwagi na moje tajwańskie konszachty i knucia tajwańsko stpendialne.

 Tak, aby się ubiegać o stypendium/pracę/naukę na Tajwanie – wypada a nawet trzeba mieć FB bo gro spraw pobocznych jest załatwianych właśnie na FB.
Ogłoszenia parafialne, zadania domowe, plotki i rozgrywki towarzyskie, informacje – tylko na darmowym portalu „komunikacyjnym”, nikt do ciebie nie będzie maila klepał, dzwonił czy smsował. Ja i tak jestem do tyłu i nie używam Line, Instagrama, Pinteresta, i pierdyliona innych „topowych” i „socjalnych” aplikacji, do których Tajwańczycy są przyklejeni. Ale nie przeszkodziło mi to w doświadczeniu fejsbukowych oświadczyn.
Dopiero ucichła afera z Yoyo i jej zdjęciami na FB (opiszę w osobnym poście, bo mam na tapecie Yoyo-stajl), które ze zwyczajnego „cute -keai Azjatka studentka z misiami i kucykami” ewoluowały w stronę „napalona Azjatka pod prysznicem”, które to słit focie w pianie i desusach Yoyo bez większego zastanowienia wrzuciła na fejsa, i to tak, że każdy mógł je zobaczyć. Każdy, w tym jej własny chłopak, który o pozowaniu Yoyo w ogóle i w szczególe pod prysznicem dowiedział się właśnie z jej odblokowanej galerii, bo mu kolega z wojska  (który też je zobaczył, podobnie jak połowa jednostki, która popędziła pod prysznic  sprawdzić czy aby tam jakiejś napalonej Azjatki nie ma czasem) doniósł uprzejmie.
Cóż, jak już wielokrotnie informowałam, Tajwańczycy pomimo rewelacyjnych wyników w testach z mtematyki – są gremialnie tępi jak zardzewiałe kosy i myśleniem strategicznym nie grzeszą, bo boli.
Ale miało być o szefie.
Młodociany dostał pracę – jest teraz tłumaczem w niewielkiej rodzinnej firmie produkującej Goretex, membrany i inne nieprzemakalne materiały oraz ubiory z tychże. Dostał tą pracę niesamowitym zbiegiem okoliczności – ot, koleżanka Młodocianego z hiszpańskiego, studentka drugiego roku – wybrała się na praktyki do Urugwaju, a podczas przesiadki poznała również przesiadającego się starszego pana wracającego na Tajwan skądśtam. Pan nie mówił w ząb po angielsku czy hiszpańsku, więc koleżanka uratowała jego żółty, zagubiony i skołowany wielkim lotniskiem nieopisanym po chińsku, zadek. Wymienili się rzecz jasna namiarami i polecieli każde w swoją stronę. Jakiś czas później ów miły pan odezwał się do koleżanki, że potrzebuje tłumacza z językiem angielskim. A że odezwał się przed jakąś klasówką zwaną tu Quizem – kiedy to koleżanka pilnie ryła w bibliotece, a obok równie karnie zakuwał Młodociany – to Młodociany został zarekomendowany i przyjęty w poczet pracowników
Szef okazał się być miłym panem, widzącym przyszłość w młodej krwi w swojej firmie, ogólnie hao hao itp. Młodociany na pracę i płacę nie narzekał.
Aż do niedzieli.
W niedzielę udaliśmy się na kawę nad Jezioro Lotosowe, do mojej ulubionej aborygeńskiej kawiarni, i tam, nad filiżanką mrożonego latte Młodociany popełnił wyznanie.
- Słuchaj, mam problem z szefem. Nie wiem co zrobić, więc może mi doradzisz.
Zamieniłam się w Wielkie Gumowe Kłapciaste Ucho poznaczone odpowiednią ilością znaków zapytania.
- Bo wiesz, przypadkiem odkryłem, że mój szef ogląda pornole.
Wielkie Kłapciate Ucho się aż zaróżowiło z emocji i nadmiaru ciekawych sugestii obrazkowych w jaki to sposób Młodociany tak druzgocącego system odkrycia dokonał. Młodociany kontynuował:
- W samym oglądaniu pornoli nie ma nic złego, bo ja ogłądam, mój brat chcący zostać mnichem buddyjskim ogląda, ogląda kolega Ben zaangazowany chrześcijanin, i mój tatulo też ogląda. Ale wiesz, mój szef jest trochę niekumaty technicznie, i wrzuca linki na FB…
-???
- No wiesz, na niektórych stronach, żeby obejrzeć, to musisz się podzielić takim linkiem i udostępnić go innym na Twitterze, FB itp. I mój szef  na to „Share” klika bo chyba nie kuma co to jest za przycisk, a że jestem w jego znajomych to podobnie jak milion pińcet dwa dziewięcset osób z listy znajomych otrzymuję takowe info. O, popatrz sama.
- Aha. Zonk i zbite pośladki.
- Wiesz, dziś jest Dzień Matki i mój szef zamiast zajmowac się rodzina, to też sobie zapuścił w tej chwili jakiś ciekawy filmik przyrodniczy, bo własnie dostałem powiadomienie na FB. To jest straszliwie disgusting. I wprawia mnie w zakłopotanie. Bo mój szef to dobry człowiek i chciałbym mu zwrócić uwagę, ale nie mam smiałości powiedzieć mu w twarz „Wiem, że pan ogląda pornole, bo cały pana fejsbukowy świat jest poinformowany o tym na bieżąco, pana brat i córka, zastępca i główna księgowa, babcia ze strony pradziadka i kontrahenci, kuzyni pociotki i koledzy z piaskownicy też”.
- Fakt, nieciekawie. Ale ja też bym nie miała odwagi i byłoby mi niepomiernie głupio, a ponadto obawiałabym się niekorzystnej reakcji skutkującej zwolnieniem mnie, osoby posiadającej niewygodną dla szefa wiedzę.
- Właśnie. Ale z drugiej strony to naprawdę w porządku boss. I co tu zrobić? Jak mu zwrócić uwagę?
- Hmmm… ciężka sprawa! Już wiem! Załóż sobie lewe konto mailowe i na FB, i weź mu wyślij anonimową wiadomość „Szanowny Panie! Jestem pana znajomym, ale brak mi śmiałości powiedzieć panu wprost…” po czym opisz sytuację i podaj sposoby na ukrycie swojej aktywności w portalach dla dorosłych. Po czym spamuj go tą wiadomością dopóki nie zatrybi i nie wprowadzi w czyn.Co ty na to?
- Eee, za leniwy jestem. Zresztą, po namyśle – parę osób polubiło jego linki, więc chyba nie jest tak źle!Czy wam zdarzyło się kiedykolwiek napotkać taką sytuację? A może sami opublikowaliście nieświadomie linka do kłopotliwej, niewygodnej i gorszącej zawartości?Powiązane wpisy 8-O

1. Z sieci niebezpieczne związki – czyli o tych dziwnych Azjatach w internecie

2. Poznaj moją rodzinę – o ukrytych tajwańskich intencjach

3. Z chińskiego na ludzki – bo czasem normalnie dogadać się z nimi nie da

4. O wpływie pewnej wysypki na plany małżeńskie – i o plotkach, co wychodzą ziarenkiem ryżu a wracają tortem weselnym

2 myśli nt. „Czego nie chcesz wiedzieć o swoim szefie – ciemna strona social mediów na Tajwanie (ale pewnie nie tylko)

  1. Jeszcze nie …;D jestem szefem i nie oglądałam ;D w pracy zwłaszcza ;D no takie życie …

    • :D Tak do końca to nie wiem czy ten szef ogląda w pracy czy w domu. Ważne, że robi to ze swojego smartfona i linkuje je (nieświadomie zapewne) do własnego profilu na FB. Tak, tym samym na którym ma bazylion krewnych i znajomych, i na którym ma zdjęcie z córeczką jako profilowe. Ja rozumiem, że każdy facet ogląda na którymś etapie życia takie filmy, ale to trochę jak dłubanie w nosie – niby każdy to robi, ale publicznie nikt się nie przyzna.

      Myslę, że fakt, że szef już się dorobił, stworzył firmę, rozwinął ją = i teraz siedzi w gabineciku i może odsapnąć. W Polsce miałam szefa, który w wolnych chwilach lubiał pykać w pasjansa. Lubiał też zostawać po godzinach i na komputerze w sekretariacie oddawać się oglądaniu właśnie takich filmów. Nie umiał wykasować historii, więc po weekendzie częśto gęsto jako sugerowane wyrazy w wyszukiwarce widniały „brudne dz*ki” „gdzie stoją tirówki”, i podobne kwiatki. Podobnie jak na służbowym laptopie. Firma maleńka, w biurze – szef, ja i koleżanka – handlowiec. Koleżanka nie raz mi opowiadała, jak jej też takie kwiatki wyskakiwały – czasem podczas wizyty u klienta i szukania czegoś podczas prezentacji. Wpisuje „transport” a w sugestiach na T „tirówka co dobrze ciągnie”, wpisuje cena a tam „cycatka” się wyświetla.

      ja staram się klikać rozważnie – ale też kilkakrotnie złapałam wirusa. Ja sprawdzam pocztę, a wirus w tym czasie otwiera miliard okien z porozbieranymi paniami i pokerem online :D

Możliwość komentowania jest wyłączona.