Pazury tajwańskie, manikiur, pedikiur.. cz I

Przygotowując tak zwany „background” do tematu „kosmetyki azjatyckie” trafiłam na takie dwie panie, eksploatujące temat zajebistych azja-fantazja kremów i kosmetyków koreańsko – wszelakich w Japonii.

Drążenie przedmiotu odbywało się w ramach bloga o rozwalającej serce nazwie „Oriental Queens” w sposób wysoce profesjonalny, z nienaganną dykcją, z użyciem poprawnych form gramatycnych i leksykalnych tudzień oczywiście bogatego słownictwa. I rzecz jasna dokładnie było wiadomo, o co paniom chodzi… Słowem – cud, mjut, ożeszki i kawai. Tak, przez jedno i. Czytaj dalej

Nożownik w tajpejskim metrze

Dziś w Tajpej, w stolicy cywilizowanego, rozwiniętego kraju zamieszkałego przez uprzejmych i pokojowo nastawionych Tajwańczyków, w jadącym od stacji do stacji metrze doszło do wielokrotnego zabójstwa.

Po 16.30 wszytskie media nadawały wieści z ostatniej chwili.
W wagoniku metra 21-letni student zadźgał nożem 3 osoby, ranił ponad 20 (od 21 do 28), głównie w brzuch i plecy. Czwarta ofiara smiertelna zmarła już w szpitalu. Czytaj dalej

O ekologii i „krystalicznie” czystym powietrzu na Tajwanie

Kraków oprócz smoka posiada i smog, w rezultacie zaś – najbardziej zanieczyszczone powietrze w całej Polsce (ponoć). A Kaohsiung?

Pamiętam z Polski ogłoszenia w radiu że „w dniu dzisiejszym nie zaleca się pobytu dzieci i osób starszych poza domem”, kojarzę widok rudawej mgły oglądanej z perspektywy zielonych wzgórz Nowej Huty (i przestrzeni powietrznej ponad tą własnie Nową Hutą, w której zdarzyło mi się latać… :D). O tak to wyglądało na przykład: Czytaj dalej

Zakupowe wpadki i wypadki i wypadki III – słodyczowe koszmary

Generalnie jestem tzw „przepadlista” i wszystkożerna (poza pasztetami i pasztetową), grzecznie zjadam cokolwiek się mi położy na talerzyk w sposób absolutnie (przynajmniej w moim mniemaniu) rekompensujący oszabrowanie cudzej lodówki do stadium – nawet światło zniknęło.

Ale raz w miesiącu przychodzi taki czas, w którym zamieniam się w wielki cukrowy jamochłon, nastawiony na tylko jedną życiową  misję – opchać jak najwięcej słodkości…
Tak, to wówczas wciągam paczkę krówek (nosem), przegryzam czekoladą z toffi oraz żelkami Haribo i… Czytaj dalej

Przypadki szczególne tajwańskiej edukacji – mapa z konkursem geograficznym w tle

Tajwan szczyci się jedną z najwyższych ocen w globalnym rankingu edukacyjnym – uczniowie w jakichś tam testach zdobywają laury o których nam, Polakom się nie śniło. 

W podstawówce pierwiastkują, całkują i dodają kolumny w pamięci, recytują ksiązki telefoniczne wzdłuż i wspak, tańczą taniec logarytma, śpiewają tangensem i cotangensem itepe – aby osiągnąć jakiś przyzwoity wynik uprawniający do jakiejś szanowanej kariery. Ale geografia – leży i kwiczy, jak widać na zdjęciach. Czytaj dalej

Czego nie chcesz wiedzieć o swoim szefie – ciemna strona social mediów na Tajwanie (ale pewnie nie tylko)

Ci którzy mnie znają, wiedzą że jestem „cokolwiek” aspołeczna, i długo wzbraniałam się przed mainstreamowym FB, którego założyłam głównie z uwagi na moje tajwańskie konszachty i knucia tajwańsko stpendialne.

 Tak, aby się ubiegać o stypendium/pracę/naukę na Tajwanie – wypada a nawet trzeba mieć FB bo gro spraw pobocznych jest załatwianych właśnie na FB.
Ogłoszenia parafialne, zadania domowe, plotki i rozgrywki towarzyskie, informacje – tylko na darmowym portalu „komunikacyjnym”, nikt do ciebie nie będzie maila klepał, dzwonił czy smsował. Czytaj dalej

Tajwan ma stajla? – Ting i jego ciuchy

W nawale chudych tajwańskich chłopców straszących ptasimi nóżkami i opiętymi rurkami, i wyglądających jak pół dupy zza krzaka, oraz chłopców wbitych w dresiawe mundurki szkolne nadające im wygląd drugiej połówki końca pleców za tym krzakiem, oraz rzeszy płaskodupych skośńookich wbitych w gajerki rozmaitych lotów (najczęściej koszących w dół, jeżeli chodzi o efekt wizualny) i wylajtowanych panów w wieku tatusiowym, hasających w polówkach, dresiokach i wiatrówkach – zabłysło kilka kaganków nadziei.

Zakupowe wpadki i wypadki II – tydzień lodzika podłego w smaku

Ponieważ robi się coraz cieplej, należy zażywać ochłody. I jeść lody.

O lodach po tajwańsku już pisałam kilkakrotnie, opisując pierwsze z nimi zetknięcie oraz wersję wypasioną czyli lody muszelkowe... oraz szeroko komentowantowane lody z muszli – klozetowej

Czytaj dalej

O dziwactwach jedzeniowych po tajwańsku – przegląd restauracji i jadłodajni I – Marton/Modern Toilet

Tajwan wciąż mnie zadziwia, codziennie. Niby powinnam przywyknąć – i przywykłam, nie dziwi mnie widok ludzi w maseczkach, opatulonych w słoneczny dzień niczym likwidatorzy w Czarnobylu, nie kwiczę z ekscytacji na widok świątyń, skuterów czy małych skośnookich bobasów lub piesków odzianych w gustowne stroje zharmonizowane z visual code właściciela, ale wciąż jednak robię wielkie oczy.

Na przykład na widok jednej z bardziej trendy restauracji, do której zawlokła mnie Nico, rozdziawiłam z lekka paszczękę. Stanełam przed wielkim czymś o nazwie „Modern Toilet”, jak mi wyjaśniła kelnerka – pierwszą na świecie – restauracją … Czytaj dalej