Kosmetyki azjatyckie i ja cz I

Niektóre z moich koleżanek po usłyszeniu, że wyjeżdżam na Tajwan dostawały wypieków na policzkach i mrówek w … końcu odwłoka – albowiem oto ja, osoba którą można uszczypnąć, popatrzeć w zęby i w ogóle jestem kimś na wyciągnięcie ręki – wynoszę się do tych lądów bajecznych, mekki kosmetycznej mazideł i paćkadeł kupowanych za ciężkie pieniąchy na ebayu, allegru lub u Azjatyckiego Cukra. Normalnie orgazm w ciapki.

Za pierwszym razem było luzacko, miałam tylko kilka dziwnych próśb o przywiezienie suwenirów kosmetycznych, typu „taniuchne” w tej świata stronie ponoć kosmetyki Shiseido, jakieś koreańskie hity blogosfery – bo do znajomych jakoś słabo docierała wiadomość że jestem taaaak daaaaleeekoooo. Czytaj dalej

Konkurs! Pierwszy Konkurs z Nagrodami i Nepotyzmem

Najpierw serdecznie chciałabym podziękować wszystkim Czytelnikom i Czytelniczkom rozsianym po całym świecie, którzy śledzą moje przygody.

Niesamowicie cieszy mnie to, że blog w zamiarze tworzony dla moich znajomych w Polsce jest czytany przez osoby, których nie spotkałam na żywo i które trafiły na niego przypadkiem – a potem zostały na dłużej, podczas gdy moi polscy znajomi wymawiają się kiepskim internetem i brakiem czasu yrym cim cim ite pe. Czytaj dalej

Pieskie życie na Tajwanie, czyli Polska to jest raj dla psów!

Niniejszy wpis dedykuję wszystkim właścicielom psów, którzy uważają, że ich czworonogi mają w Polsce źle, są dyskryminowani i prześladowani przez wredną Straż Leśną (za puszczanie psa luzem w lesie) oraz Straż Miejską (sprzątanie kup, chodzenie na smyczy i w kagańcu) jak i rolników (opeer za tratowanie zaoranych/obsianych pól) oraz sąsiadów, którzy czepiają się ogólnie.

 
Już parokrotnie poruszałam kwestię nieco odmiennego podejścia do zwierzaków, niż to, jakie znamy z Europy-Polski-tak zwanego „Zachodu”. Na przykład tu: Czytaj dalej

Talizman na „Natychmiast dolary!” – o tajwańskich dekoracjach i szczęśliwych breloczkach w stylu końskim

Moja sąsiadka Yoyo uwielbia styl „cute keai”. Ma pierdylion drobiazgów „słodziasznych”, od światełka przy rowerze w kształcie kota, przez króliczkowe buty i skarpetunie w muchomorki, po spinki do włosów i maskotki. No i maskotkowy breloczek przy kluczach.

 Yoyo łączy z jej kluczami nieco dziwna więź, bo wiecznie je gubi, zostawia gdzieś, przypadkowo wrzuca sąsiadowi na parapet (podobnie jak ja, jest zbyt leniwa żeby schodzić na dół i wpuszczać gości, więc obie praktykujemy zrzucanie kluczy z tarasu, żeby sobie gość sam wszedł). Jej chłopak, przystojniak Mao odbywający właśnie służbę wojskową w Kaohsiung zakupił jej zatem breloczek, żeby te klucze miały jakiś sensowniejszy tor lotu Czytaj dalej

No to – pomidor!

Nie chcieliście przyjąć do wiadomości, że pomidor to żadne warzywo a owoc? I że cebulka, pieprz i sól, a także garnek zupy i makaron w połączeniu z pomidorem to czysta perwersja, zboczenie i w ogóle przejaw skretynienia tych tam, białasów…?

No to macie. Czytaj dalej

Bo pieczenie i sprzątanie też może być na słodko i uroczo!

Podejrzewam, że każda szanująca się pani domu miotająca się po kuchni w próbie pogodzenia dekoracji baby wielkanocnej z wymiataniem pajęczyn zza regału na takie dictum ma ochotę mi przyłożyć przez łeb ścierą, pajęczyną oraz babą.

Od kilku lat mam w serdecznym poważaniu i końcu odwłoka święta, porządki świąteczne, przygotowania świąteczne, zakupy świąteczne, i o ile jeszcze nadejście Bożego Narodzenia jakoś rejestruje, to Wielkanoc mi umyka. Na Tajwanie mniejszość chrześcijańska może i jakieś Easter obchodzi, ale nie widziałam tłumów z palmami, kiermaszu akcesorii święconkowych, czy dekoracyjnych pisanek na witrynach sklepowych, o baziac, króliczkach, koszyczkach, barankach i kurczątkach nie wspominając. Czytaj dalej

Miszczowie parkowania i królowie pobocza – Taiwan parking level Hard

Niejednokrotnie dawałam upust swej frustracji na zwyczaje drogowe panujące na Tajwanie. Ale – nawet nie jeżdżące a stojące autka/skutery/jakiekolwiek pojazdy potrafią zmiażdżyć system, a przynajmniej z lekka zadziwić. I mówi to osoba mieszkająca w Krakowie, gdzie niejednokrotnie wieczorne postawienie pojazdu gdziekolwiek w promieniu 500m od domu stanowiło nie lada wyczyn i wiązało się w ekwilibrystyką na poziomie „chiński akrobata”.

Jednakowoż, Tajwańczycy Polaków przebijają z łatwością, zarówno jeżeli chodzi o wysublimowane umiejętności wciśnięcia się na styk z luzem 2cm w jakąkolwiek niszę czy dziurę, jak i fantazję, tą naszą ułańską wprawiając w kompleksy i rumieniec zażenowania. Czytaj dalej

Koale letnie i zimowe – nowe odsłony Koala no Machi, plus inne słodycze

Jakiś czas temu prezentowałam uchachany nadziewany wytwór produkcji japońskiej – czyli Lotte, Koala no Machi, „Maszerujące Koale”(>>KLIK<<) prosto z Japonii.

Niektórym w Polsce było nawet dane nacieszyć się ich boskim smakiem (no dobra, przesadzam, ale złe nie były) i nadziwić niepowtarzalną szatą graficzną każdego miśka z osobna. Dziś w sklepie odkryłam zaś inwazję Koali w ilościach hurtowych i nowych smakach. Czytaj dalej

Konkurs przedwielkanocny!

O tym, że lubię samoloty, nie muszę chyba nikomu przypominać? W Radomiu poznałam sporo nowych ludzi, zwyczajowo z lotniczego i okołolotniczego swiatka. Ostatnio na FB dostałam kilka próśb o głosowanie na rozmaite kandydatury w związku z plebiscytem Lotnicze Orły na portalu lotniczapolska.pl. A że osób było kilka – to stwierdziłam, że sama nie poradzę sobie z tematem – i poproszę Was, moich Czytelników o pomoc…

Najpierw maszerujemy na stronę