Szklane paciorki z aborygeńskiej wioski

Ponieważ weekend zimowo-tajwański nastrajał miło do pieszych wędrówek, postanowiłam wykorzystać rześkie powietrze i słonko – i wyskoczyć poza zadymione Kao. Padło na górską wioskę Sandimen, zamieszkiwaną przez plemię Paiwan.

Słysząc „aborygeńska wioska” miałam wizję chatek krytych strzechą i półnagich Papuasów. Tiaaa.  Czytaj dalej

Atak kaszalota – okrągła rocznica wielorybiej inwazji na Tajwan

Data „26.01.2004″ wielu Tajwańczykom przypomina  o niezwykłym wydarzeniu w historii wyspy – o dniu, w którym wieloryb zaatakował miasto Tainan.

I nie chodzi mi bynajmniej o takiego wieloryba:

źródło: www.plumpprincess.com

Ani też o coś dmuchanego, protoplastę czy też konkurencję żółtej kaczuszki (która znów pękła z hukiem w Sylwestra, ale niestety ją załatali…).  Czytaj dalej

Wartość dodana pieniądza – czyli jak z dwóch dych wyciągnąć stówę

Gdy przedstawiałam walutę Tajwanu, pożaliłam się na mizerną dostępność serii 2.0 (czyli monet 20 kuajowych i banknotów o nominałach 200  oraz 2000). O ile słaba dostępność banknotów* była absolutnie zrozumiała, to zastanawiający był brak monet w powszechnym obrocie.

Ostatnio znalazłam wyjasnienie tego stanu rzeczy. Po prostu monety z wodzem Mona Rudao zainwestowano i teraz one pracują na zyski. A że pracują równie ciężko, jak reszta Tajwańczyków, nie mają czasu na brzęczenie w powszechnym obiegu walutowym.

Jak zainwestowano? Ano tak, aby uzyskać marżę 300% lub więcej. Niezła lokata kapitału. lepsza niż Amber Gold…   Czytaj dalej

Słodkie usta Kuchennego Boga – o zwyczajach noworocznych

Nastał już A.D. 2014, fajerwerki opadły, dym się rozwiał, kac poszampanowo-posylwestrowy wywietrzał… Zachodnia półkula świętuje karnawał, tańczy do upadłego i niezbyt chętnie czeka na Tłusty Czwartek. A tym czasem w Azji...

Tymczasem na Tajwanie ludność szykuje się do przywitania Roku Konia, Drewnianego w dodatku (o niuansach kalendarzowo-zodiakalnych było TU >>KLIK<<). Pierwszym widocznym symptomem zbliżającego się nowego roku lunarnego jest – przedświąteczne sprzątanie.

Chińczycy może nie są mega-syfiarzami (do Arabów wiele im brakuje), ale do estetów i pedantów też nie należą powszechnie. Na Tajwanie kurzy się paskudnie, kultura sprzątania jest rozwinięta tak sobie. Ale na nowy rok koniecznie trzeba dom wywrócić do góry nogami, uhetać się jak dzika kobyła, zlokalizować i anihilować najmniejszy puszek, okruszek i pyłek – bo inaczej pogrom, błyskawice, armagedon i przede wszystkim obraza bogów od szczęścia, awansu i pieniędzy.  Czytaj dalej

Z sieci niebezpieczne związki… – o znajomościach wirtualnych w stylu tajwańskim

Tajwan nieco stemperował mą aspołeczność – do tego stopnia, że złamałam się w kwestii użytkowania międzynarodowego portalu społecznościowego. Wcześniej bowiem z uwagi na pewne okoliczności biograficzne usunęłam konto z naszej-klasy (gdzie chwilę zadawałam szyku, może i nie focią pod palmą, ale za to z samolotem, a co!). Niestety, szybko okazało się, że na Tajwanie bez konta na fejsie człowiek nie istnieje… 

Przykład?

Gdzie załatwiane są sprawy uczelniane i komunikacja na linii koledzy z klasy tudzież profesor? No zgadnijcie, gołębiem pocztowym czy może mailem? Ależ kto by się kłopotał mailami, jak można stworzyć grupę zamkniętą i mieć kontakt na bieżąco, przez smartfona…

Aplikacja na rządowe stypendium – i co jest WYMAGANE? Dwa adresy mailowe ( w tym uczelniany) i konto na portalu z pejsem.  Czytaj dalej

Numerologia chińsko-tajwańska i ukryte znaczenie liczb po raz wtóry

Pisałam już o sprytnym sposobie miało wylewnych Tajwańczyków na okazywanie romantyzmu, kiedy to kombinacja cyferek staje się wyznaniem uczuć po wsze czasy. Z jednej strony to smutne, że Tajwańczyk nie może bez ryzyka „utraty twarzy” ani podejrzeń o poważne zaburzenia psychiczne powiedzieć, co mu w duszy gra i spiewa. Z drugiej strony, w tej kulturze znaczenia czasownika „kochać” nie zdewaluowało się tak jak w anglojęzyczno-amerykańsko-zamerykanizowanym kręgu kulturowym, gdzie powszechnie „kocha” się wszytskich i wszytsko, i wynika z tego pestka z dziurką.
Wczoraj odkryłam kolejną odsłonę magii cyferek. Jeszcze trochę, a pokocham cyferki do tego stopnia, że zostanę biegłym rewidentem, albo innym matematykiem stosowanym…
A było to tak…  Czytaj dalej

Jeszcze o lizaniu kultury… ( i kulturalnych artefaktów… z wątkiem perwersji i pornografii)

Obiecałam kontynuację wątku artystyczno-liżącego. Zatem zapoznam was z jeszcze jednym kąskiem sztuki nowoczesnej made in Taiwan. Zatem, wróćmy na brzeg portu Kaohsiung, przerobionego na przestrzeń wystawowo-publiczną.

Uwielbiam wieloznaczność. Uwielbiam intensywne kolory, miękkie linie, oraz lustrzany połysk zaczerpnięty z przysłowiowych psich jajec tudzież butów podporucznika z kompanii honorowej (poza politurką na czymkolwiek, którą trzeba polerowac, yhhh). I koty też lubię… Zatem – oto kotki.  Czytaj dalej

Liźnięcie kultury -nowa wystawa w Pier2

Choć bardzo zajęta, nie mogłam sobie odmówić sprawdzenia, co nowego w jednym z moich ulubionych punktów Kao, czyli „Artystycznym Nabrzeżu Pier2 Art Center”.

 W poniedziałek po szkole rączo niczym gazela popędziłam nad morze, licząc że dzień powszedni i w miarę wczesna godzina oszczędzi mi nadmiarowego zagęszczenia ludności. Przypominam – Tajwańczycy wszytsko robią stadami, hordami i czeredami, i spacer w Pier2 może zmienić się w ocieractwo ze szturchactwem.  Czytaj dalej