Syreny i inne historie wyrzeźbione w drewnie – Odc. 5 Opowieści o Palau

Syrena – to jak wiadomo, piękna kobieta, obdarzona ogonem zamiast nóg, obiekt westchnień marynarzy i księcia Eryka . Uważa się, że pierwowzorem odzianych w górę od bikini i łuski slicznotek były ssaki z rzędu syren – czyli manaty, diugonie i wymarłe już krowy morskie.

Transformacja niezdarnych, krępych i wielkich fokowatych stworów w morskie kusicielki potwierdza fatalny wpływ długich samotnych godzin, monotonnego żywienia i częstej masturbacji na ostrość wzroku.

Oczywiście, w wodach Mikronezji żyją diugonie (manaty kolonizują nieco inne rejony), a lokalna ludność może nie otacza och boską czcią, ale na pewno uwzględnia w legendach i opowieściach. Nie wiem, na ile są to ich własne, pradawne wierzenia, a na ile wynikłe z inspiracji kulturą zachodu. W lokalnym, prywatnym muzeum Etpison można podziwiać olbrzymi szkielet „syreny” , a także rzeźby inspirowane tematyką syrenią.

Szkielet prawdopodobnie (brak mi wiedzy, by to stwerdzić z całkowitą pewnością) jest powiekszoną wersją diugonia, aczkolwiek zastanawiają mnie te dziwne cosie sterczące z przodu. Wisi toto nad stoiskiem z pamiatkami i skrzypi ostrzegawczo, więc pomogło mi utrzymac porfel w ryzach… Niektóre z wystawionych drobiazgów były naprawdę kuszące, ich ceny już nieco mniej, więc dzięki tonom kości lewitującymi nad mą potylicą uniknęłam dłuższych rozterek moralnych owocujących dziurą budżetową.

UWAGA! POPRAWKA

* Po konsultacji ze zdjęciami szkieletów, atlasem zwierząt morskich oraz resztą internetu ustaliłam, że jest to płetwal karłowaty a nie żaden diugoń. Na swoje usprawiedliwienie mam brak wykształcenia kierunkowego oraz brak tabliczek informacyjnych na piętrze muzeum. Poza taką:

Płetwal zaś może i jest z nazwy karłowaty, ale i tak robi wrażenie…

Z kolei lady i kasy pilnuje (oprócz bardzo ciekawskiej i przyjaznej papugi kakadu imieniem Elvis) póltorametrowa figura syreniego kształtu i prowiniencji. Na jej podstawie najłatwiej stwierdzić „dobre chęci” marynarzy. Albo bezmiar ich tęsknoty, desperacji i znudzenia własnym towarzystwem…

Natomiast ostatnia rzeźba przedstawia diugonia naturalnej wielkości, wyrzeźbionego w jednym klocu. Tułw pokrywa zaś obrazkowa wersja legendy, zwana po angielsku „storyboard”.

Co ciekawe, pomimo wielkich niewątpliwych zdolności Palauan w dziedzinie robótek ręcznych wszelakich – modę na „storyboardy” rozpoczęli Japończycy podczas trzydziestoletniego okresu panowania w Mikronezji (1914-44), którzy pokazali jak połączyć talent narracyjny z artystycznym.  Z kolei zarówno hiszpańscy, jak i niemieccy misjonarze nie zdołali w pełni wyplenić mikronezyjskiego zamiłowania do skąpego przyodziewku – w związku z czym częstym elementem zdobniczym są krągłe biusty pań :D. Oraz inne detale, wykonane nader precyzyjnie – co nieco zaskakuje, gdyż gros produkcji jest przeznaczony na pamiątki dla rzeszy turystów.

Obecnie taki „komiks” albo raczej fantazyjna płaskorzeźba z obowiązkową kartką wyjaśniającą w kilku językach genezę i znaczenie posiadanego drzeworytu jest najpopularniejszym suwenirem (z braku innych rozsądnych alternatyw). Myślałam nad zafundowaniem sobie przynajmniej jednej – ale zdrowy rozsądek (i wąż w kieszeni) zwyciężył z estetycznym zachwytem…

Legendy będą w następnym wpisie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>