Święta po tajwańsku

O moje święta pytano różnie – od ogólnego, jak się je tutaj obchodzi, po szczegółowe detale odnośnie wigilii, choinek, kolęd. Śpieszę wobec tego poinformować, że Tajwańczycy nie wyobrażają sobie 24 grudnia bez bigosu, karpia, barszczu czerwonego, do tego śpiewają „Lulajże Jezuniu”, a potem zapalają śniegowe lampiony i sankami jadą na pasterkę…

Yyyyy…. odrobinę poniosła mnie fantazja :D, wybaczcie. To z tęsknoty za barszczykiem i kapustką z grochem…  Czytaj dalej

O lesie mangrowym i krokodylach – Odc. 5 Opowieści o Palau

Wróćmy do ciepłego, rajskiego Palau, gdzie woda jest ciepła i czysta, flora i fauna bogata, a całość przypomina raj. Tak… I tu właśnie włączyło mi się myślenie – to za piękne, aby było prawdziwe, gdzieś musi być haczyk, coś głęboko skrywanego, brudny sekrecik, który zrujnuje tę bajkową scenerię…

Były komary. Ale trzmały się na przyzwoitą odległość od mej białej powłoki cielesnej, wysmarowanej tajwańskim mazidłem antykomarowym (Z kolei tajwańskie komary zlewały to mazidło sikiem prostym i podkręconym, i żarły aromatyczną pieczeń z białasa z niegasnącym entuzjazmem).  Czytaj dalej

Godni następcy misiów Haribo – japońskie Misie Koala i inne tajwańskie słodycze

O moim grzesznym upodobaniu do słodyczy wie chyba każdy, kto miał pecha mnie gościć. Na widok słodkiego tasiemiec w mym wnętrzu wije się i skręca, a ja pomna zewu żołądka spiętego na krótko z mózgiem zaczynam się ślinić i ogólnie zachowywać w sposób nieprzystający tzw pannie z dobrego domu, którą poniekąd jestem.

Na piedestale stoją – raffaello, krówki, żelki-malinki oraz takie nadziewane, sprzedawane w półkilowych torbach w Lewiatanie, a ponadto czekolada nadziewana i misie Haribo. Których to przysmaków na Tajwanie niestety nieco jakby bardzo brak. Mocno brak, w dodatku.  Czytaj dalej

O kartkach świąteczno- tajwańskich

Niektórzy zapewne pamiętają zmierzchłe czasy mego pierwszego wyjazdu na Tajwan, gdy świąteczną porą z małej wyspy w świat ruszył desant pocztówkowy w wydaniu dalekowschodnim… Poczta Polska i listonosze oraz ksiądz proboszcz z ambony zapewne do dziś wspominają, jak np do Bedlna Radzyńskiego pod Białą Podlaską przyszła kartka opisana krzaczkami. Albo do wsi pod Suchą Bez-Kicka, albo pomniejszych miejscowości na Pomorzu czy Lubelszczyźnie… Gdzie niemal po ABW, FBI, CSI i NFZ dzwoniono na tę okoliczność niebywałą, że szpiegowskie wiadomości wnieznanym języku jakiś człeczyna z jak widać szemranymi powiązaniami dostaje… :D Czytaj dalej

Nie tylko szczotka, pasta… – o myciu zębów

Ostatnio o myciu zębów wspominałam przy okazji zakupów kosmetycznych, kiedy to z uwagi na nieco wybiórczą znajomość języka tutejszego usiłowałam wyszorować wnętrze paszczy klejem do protez (KLIK).

Od tego czasu znajomość krzaczków mi się polepszyła, profilaktycznie obadałam też teren polowania na artykuły pierwszej potrzeby  i nie zdarzyły mi się jakieś większe ekscesy, oswoiłam się z dziwnymi tajwańskimi wynalazkami typu maseczka na cyc oraz asortymentem drogerii i innych sklepów w okolicy. I wszytsko było w jak najpiekniejszym porządalu, grało, buczało i migało niczym dobrze naoliwiona reklama tajwańskiego stoiska z czymkolwiek… Do wczoraj. Czytaj dalej

Akcja „Paragon – gol!”

Nie, nie będzie to wpis o piłce nożnej. Będzie o nieco bardziej adrenalinopędnej dziedzinie życia, a mianowicie podatkach i polityce fiskalnej na Tajwanie. Z którą to jest mi zdecydowanie nie po drodze – więc pominę zbyt drobiazgowe opisy i przejdę do rzeczy.

 Podatki na Tajwanie są. I są równie zagmatwane jak tutejszy system grzeczności i słodkiego pierdzenia…  (jeszcze jakiś przykładzik – tu…. o tzw DickFace).Więc nie będę wnikać za głęboko bo jeszcze wsiąknę w zawiłościah na amen, przytoczę tylko jeden przykład. Czytaj dalej

Legendy czytane z drewnianych komiksów

W poprzednim poście wspominałam o mikronezyjskich deskowych opowieściach, używanych jako nośnik przekazu i element dekoracyjny. 

Storyboards wyglądają mniej więcej tak:

Syreny i inne historie wyrzeźbione w drewnie – Odc. 5 Opowieści o Palau

Syrena – to jak wiadomo, piękna kobieta, obdarzona ogonem zamiast nóg, obiekt westchnień marynarzy i księcia Eryka . Uważa się, że pierwowzorem odzianych w górę od bikini i łuski slicznotek były ssaki z rzędu syren – czyli manaty, diugonie i wymarłe już krowy morskie.

O ciżemkach na uroczo

Wspominałam już, że Tajwanki kochają róż, słodziaszność, cekinki i ogólną stylistykę „królowej grupy Muchomorków”? Objawia się to między innymi tym, że wszelkie ubranka i dodatki z cekinkami, kokardkami, misiami, pieskami itp, na widok których małe lelegantki w wieku od lat 3 do 8 dostają regularnej korby, są teżprodukowane w rozmiarach dla lelegantnych mamuś. I co ciekawe, schodzą na pniu…

Nie wiem do końca jak wygląda to w Polsce, bo być może niepotrzebnie ekscytuję się czymś, co u nas jest normalne, oklepane i nudne, bo wszyscy widzieli, przerobili, schodzili i schodzone wysłali na wysypisko…

Dziś na tapecie będą buciki w stylu sportowej słodyczy, które podbiły mój zmysł estetyczno ironiczny. Albo raczej – zdobyły uwagę. Czytaj dalej

O nurkowaniu słów kilka – Odc. 4 Opowieści o Palau

Przygodę z nurkowaniem zaczęłam dawno temu. Mój ówczesny chłopak nurkował i jego zdjęcia podwodne i nawodne z różnych egzotycznych zakątków podziałały mi na wyobraźnię niemal tak samo, jak czytane w podstawówce przygody Dirka Pitta z powieści Cliva Cusslera (notabene, seria zeszła na psy straszliwie).

Ale pewnie podwodne przygody skończyłyby się na etapie marzeń, gdyby nie mój kolega Andrzej, który rok wcześniej zrobił kurs i zaprowadził mnie za rękę do jednego z krakowskich centrów nurkowych. Czytaj dalej