Symultaniczność po tajwańsku (wakacje2)

Symultaniczność czyli inaczej równoczesność.

Jako chodzący chaos mam skłonnośc do robienia pięciu rzeczy na raz, aczkolwiek staram się z tym częsciowo walczyć, częsciowo godzić. Nie potrafię na przykład uczyć się przy muzyce z telewizora (z kolei mój brat nie skupi sie, jeżeli w tle coś nie będzie mu migać i gadać), ale za to nie mam problemu z np równoczesnym uzywaniem obu rąk do innej czynności każda.

Jadę na wakacje! – wstęp do peanu o tajwańskich kolejach

Zimnym * porankiem zawlokłam się na pociąg HSR rozpocząc moją wielką wakacyjną przygodę.

Może i ekscytuję się jak dziecko, ale takich wakacji już od dawna nie miałam. Niby mój pobyt na Tajwanie to jedne wielkie wakacje – ale wymarzyłam sobie prawdziwe wakacje pod palmą, pedalskie rybki i mleko kokosowe sączone w hamaku, oraz białą plażę, i smagłych, umięśnionych surferów z zabójczo białymi zębami – a nie te chude wypłoszowate egzemplarze klasycznych pizdetów z krzywymi nogami i zaawansowaną próchnicą, których los zsyłał mi na czarnej plaży Sizihwanu… Czytaj dalej

O nauce chińskiego – kwestia organizacji semestru

Akurat nadszedł koniec „semestru” – CCLa of Wendzarnia poszalała i w miejsce 3 semestrów różnej długości, sprzężonych z rokiem szkolnym na Uniwerku Wendzarnia wprowadziła 4 równe – trwające w założeniu 11 tygodni (plus minus drobne obsuwy z uwagi na święta państwowe i kataklizmy).

 Ale żeby nie było za różowo i poukładanie, to mój następny semestr będzie trwał tygodni …trzy. Dlaczego? Bo w mojej nowej grupie uczą się (poza mną) studenci Wendzarni, których semsetr szkolny trwa do 10 stycznia, i do 10 stycznia Uniwerek Wendzarnia pokrywa im kurs chińskiego w CCLa of Wendzarnia. O czym poinformowano mnie… w sumie to nawet mnie nie poinformowano o tym mało znaczącym fakciku, że moja grupa została rozbita, Japonki będą uczyły się z innymi Japończykami do egzaminu wymaganego przez japońskie uczelnie. Wszystkiego dowiedziałam się mimochodem od Japonek. Grrrr. A co ze mną???

 Ponadto szkoła już trzy razy zmieniła terminy zajęć.

wersja pierwsza (czerwiec 2013) - semestr zimowy …. yyy zacznie się pewnie jakoś w końcu listopada a może w początkach grudnia… nie jestem pewna… A kiedy się skończy? oj, tego nie wiem, pewnie w sierpniu będzie coś wiadomo…

 wersja druga (sierpień 2013) - dostaję maila-semestr letni zaczyna się 7 września, potrwa 11 tygodni, zakończy się w listopadzie. Semestr zimowy zakończy się przed Chińskim Nowym Rokiem, w tym roku rezygnujemy bowiem z przerwy świątecznej na Boże Narodzenie, gdyż zajęcia na University of Wendzarnia trwają bez względu na to, że gdzieśtam daleko jacyś buddyści mają wolne.

Zatem bilety do domu można kupować na okolice 20-30 stycznia, powinny być tańsze bo Chińczyki z Europy będą gremialnie wracać do domów i trzeba będzie zoptymalizować zapełnienie dodatkowych samolotu na trasie powrotnej Azja Europa.

wersja trzecia (wrzesnień 2013, bilety zakupione, jestem w CCLa i stoję przy ladzie) - ale semestr zimowy potrwa końca lutego! i będzie zawierał w sobie dwa tygodnie różnych ferii… Jak to dlaczego nikt cię nie poinformował? No nie mógł, bo my tak właściwie, to decyzję na ten temat podjęlismy w zeszły piatek, przecież to dużo czasu…

 OK. Klnąc w duchu solidnie, uśmiecham się grzecznie do Sabine za biurkiem, bo akurat Sabine nie jest tu niczemu winna. OKila, OKila, czyli zamiast zdawać egzamin końcowy w lutym po prostu mam przyjąć przed rozpoczęciem zajęć i zdać go wtedy? No dobra, lepszy rydz niż nic

 wersja czwarta (i chwilowo ostateczna, ale pewnie sytuacja się rozwinie – listopad 2013) - no wiesz Majia, nie mamy za bardzo dla ciebie grupy, ta japońska uczy się do ich egzaminu (tak, wiem że mój chiński w porównaniu do chińskiego najsłabszych w tej grupie Kaede i Miyoki wypada słabo i raczej nie jest to grupa dla mnie idealna). Możesz iść na zajęcia o 10, do grupy która jest jeden level niżej (czyli przerobić po raz drugi zajęcia o kawie, bankowości, rozrywkach oraz zdrowiu) albo… no nie wiem… Bo nie ma więcej obcokrajowców na twoim poziomie i o tej godzinie…

{Tu nastąpił stek bardzo brzydkich słów, którego nie wygłosiłam co prawda, ale dziób mi poczerwieniał w przypływie ciśnienia, para poszła uszami i żyłka napięła się stosownie… Nie uszło to uwagi Tima i Sabine, którzy szybko obiecali coś wymyślić i skontaktować się z szefem, akurat niebecnym}

… Majia? Jest grupa wymieńców, oni będą się uczyć do 10 stycznia o 8 rano. Skończyli dokładnie tę samą książkę co ty, ale i tak nie będziecie kontynuować tego podręcznika tylko kupicie nowy, na krótki semestr zimowy i krótki letni, to nowa decyzja władz CCLa.

 

I jak tu nie kląć na czym świat stoi? Nie wiem, co wymyśliły władze CCLa w osobie wrednej Ma Laoshi. Rozumiem, że chce ona pokazać całemu światu, że emerytura nie dla niej i energii oraz zapału reformatorskiego ma za pięcioro. Szkoda tylko, że pomyślunku praktycznego za grosz. Krzyżówki rozwiązywać, wnuki bawić, a nie brać się za coś, co wymaga rozważań logistycznych i logicznych!

 Czego nie omieszkałam się powiedzieć Sabine, doskonale wiedząc, że Ma Laoshi swoim zwyczajem strzela z ucha za kolumienką i szuka materiałów do ploteczek. No to będzie miała o czym ploteczkować.

 

Efekt finalny jest taki: zamiast semestrów mniej więcej dopasowanych do roku szkolnego Wendzarni (anonsowanego zawsze z dużym wyprzedzeniem) jest galimatias.

Wcześniej każda grupa była prowadzona indywidualnie – czyli stosownie do potrzeb i mozliwości oraz uznania nauczyciela w ciągu semestru można było skończyć książkę (12 lekcji) lub dojść do jej połowy, jeżeli grupa była słabo łapiąca. Potem (już w zeszłym roku) stanęło na obowiązkowym limicie 8 lekcji, czego bardzo żałowałam. Moi koledzy i koleżanki z klasy byli nad wyraz bystrzy, a tak od połowy semestru nie robiliśmy nic nowego/ rozwojowego/ ciekawego, bo po osiągnięciu limitu 8 lekcji nie wolno było ruszyć z materiałem.

Po czym z czterech w założeniu równych 11tygodniowych semestrów tworzy się nagle przez pączkowanie nieokreślona ilość semestrów „dłuższych” i „krótszych”.

Dłuższy to normalny 11 tygodniowy – taki jak wrzesień – listopad czy marzec – maj. Ale potem pojawiają się schody i dwugłos – część studentów kontynuuje 11 tygodni (są to osoby uczące się chińskiego poza uczelnią – pracujący na Tajwanie, przygotowujący się do studiów, mieszkający tutaj itp, jakieś 30% studentów CCLa). Pozostałe – związanie z University of Wendzarnia, czyli studenci -wymieńcy, zazwyczaj przybywają na wymianę semestralną. Siłą rzeczy do końca kolejnych 11 tygodni nie dobrną, nie przystąpią do egzaminu i nie dostaną papióra dla uczelni macierzystej, i będą w czarnej dziurze z zaliczeniami i „creditami” oraz punktami UCTS. Więc dla nich stworzono (podejrzewam że ad hoc, gdy wku..eni kursanci zaczęli się dopytywać co i jak) ów poroniony „semestrzyk krótki”. W zimie 3 tygodnie (bo przerwa świateczna), w lecie 3 lub 4.

 

Zapytałam Sabine, co mam zatem zrobić pomiędzy końcem semestru „krótkiego” a Chińskim Nowym Rokiem (3 tygodnie)… Odpowiedź – nie wpasujemy cię do żadnej grupy, ale zawsze możesz wykupić lekcje indywidualne…

Podejrzewam, że kolejna siupa zacznie się po rozpoczęciu nowego semestru akademickiego na Wendzarni (15 luty 2014), jak zjadą się nowi studenci. Bo dla nich (według obowiązującego harmonogramu CCLa) kurs chińskiego rozpocznie się trzy tygodnie później, w marcu…

 

W Polsce mamy niezły burdel w papierach i organizacji. Ale burdel tajwański to burdel na kółkach… I co gorsza, podobny rozpi..d panuje nie tylko w Wendzarnia CCL, ale w każdej szkole, więc na dobrą sprawę nie ma gdzie się ewakuować…

 

Dobrze, że już niedługo wakacje!

PS. Gdyby ktokolwiek kiedykolwiek rozważał naukę – zarówno w Wenzao Ursuline University of Languages (dawniej Wenzao Ursuline College of Languages) jak i  w tutejszym Mandarin Center – moja opinia jest neutralna. Ani nie potwierdzam, ani nie odradzam. Merytorycznie – nauczycielki są w znakomitej większości kompetentne, miłe i przykładają się do pracy. I częściowo rekompensują chaos organizacyjny i dziwne pomysły kadry zarządzającej.

O Chinglishu słów kilka (z przykładami)

Chinglish – to łamany chińsko-angielski. Albo angielski z silnymi wpływami chińszczyzny. Albo chiński z domieszką angielskiego, czyli lokalny odpowiednik „lengłydża”. 

Co to lengłydż, każde dziecko wiedzieć powinno – swego czasu w okresie apogeum migracynego Polaków na szeroko otwarty angielsko-irlandzki rynek pracy bardzo bawił mnie poniższy dowcipasek: Czytaj dalej

Pojazd bojowy wielozadaniowy – o tajwańskich skuterynkach mowa

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy zaraz po wyjściu z klimatyzowanego wnętrza lotniska Kaohsiung – to ruch uliczny. We wczesnowieczornym zmroku błyszczała rzeka świateł, sunąca ulicą…

Ale – dźwięk był jakiś inny niż w Polsce, taki bardziej bzycząco- pierdzący.

Ze zdumieniem mój mózg przetrawił informację o hordzie wszędobylskich jednosladów śmigających z każdej strony, zwinnie, płynnie i szybko, w każdym możliwym kierunku i każdej strony… Czytaj dalej

Tego się nie spodziewałam…

Na płaskim ekranie telewizora w niemal pustej jadłodajni migała tajwańska porcja muzyki z obowiązkowymi napisami na dole ekranu (to, gdyby ktoś tekstu nie rozumiał w wersji „spiewanej”, intonowanej odmiennie niż mówiona z uwagi na wartość artystyczną).
Kręcąc mordą niczym krowa w kropki bordo wciągałam makaron z profesjonalnym slurpaniem, tak udatnym, że z daleka nie odróżnisz mnie już od autochtona, gapiąc się jednym okiem w ekran, a drugim w książkę do chińskiego.
Na ekranie roztaczał się mile wiejący chłodkiem krajobraz arktyczny, z Azjatką w czerni jakby inspirowaną Madonny „Frozen”, tylko mniej się miotającą i spiewającą w milszej dla ucha tonacji, w której dopiero po dłuższej chwili rozpoznałam znajomą twarz i głos należący do Hebe Tian.
A potem usłyszałam coś dziwnego.
Zogniskowałam słuch z całych sił. Wytężyłam umiejętność rozumienia karkołomych łamańców językowo-logopedycznych, ćwiczoną od czasu do czasu.
I prawie spadłam z krzesła.
Zbliżenie ukazało ponętne, jasnoróżowe usta mówiące wyraźnie : „Prawdo”
A potem powoli i dokładnie dopowiadające resztę cytatu z wiersza znanej polskiej poetki – „nie zwracaj na mnie zbyt wielkiej uwagi”.

Nie przesłyszałam się.
Piosenka promująca najnowszy album Hebe jest faktycznie inspirowana wierszem Wisławy Szymborskiej, a Hebe pracowicie uczyła się pokonywać karkołomne meandry polskiej fonetyki i składni pod okiem Polaka.
Dla niecierpliwych/ nielubiących Hebe i chińskiej muzyki, ale ciekawej Szymborsskiej w chińskim wykonaniu – ok 4:50.

11.11 na Tajwanie. Dzień „Niepodległości”, „Niezależności”,”Nieparzystości”

W Polsce w listopadowo pochmurny i chłodny poranek upłynie pod znakiem byczenia się w ramach przedłużonego weekendu, transmisjach uroczystości państwowych, przemów polityków i ewentualnych strajków, demonstracji oraz korków w związku z rozpoczynającym się szczytem klimatycznym.

A na Tajwanie? Czytaj dalej

Kraj wynalazców papieru…

Chińczycy wpadli na pomysł Czterech Wielkich Wynalazków: papieru, druku, kompasu i prochu strzelniczego już wiele tysięcy lat temu. o dwóch pierwszych dziś opowiem szerzej.

Według kronik, minister rolnictwa Cai Lun,  urzędnik na dworze cesarza He Di wynalazłw 105 r n.e przemysłową, a więc masową metodę produkcji arkuszy papierowych z użyciem szmat jedwabnych i lnianych. Zachwycony nowinką, tańszą niż jedwabne zwoje i lżejszą niż bambusowe tabliczki, w pełni spełniającą zapotrzebowanie na nośnik informacji – cesarz He Di nagrodził eunucha- kancelistę złotem i szlachectwem – co niestety nie wyszło temu ostatniemu na zdrowie. Czytaj dalej

O ogrodach… ogródkach… doniczkach…kwiatkach

Tajwan to mała wyspa, z wilgotnym i ciepłym klimatem – więc logiczne, że powinna przypominać rajski ogród pełen kwiatów, owoców, drzew, zwierząt, papug, motyli, elfów w zwiewnych sukienkach i tak dalej, co sobie człowiek zamarzy. Czytaj dalej