Kanon piękna

Wyjeżdżając do Azji, z pozycji osoby o urodzie dyskusyjnej awansowałam do miana „prawdziwej piękności”, i cieszyłam się jak żaba w deszcz… Dopóki nie zobaczyłam, kto również ze mną się znalazł  w urodowym panteonie, wtedy mi przeszło. W Polsce pięknością nie jestem, mam potencjał ale jakoś nie mam zaparcia do rytuałów związanych z układaniem włosów, nakładaniem kosmetyków itp. Jest jak jest, lepiej nie będzie, jak ci się wersja RAW nie podoba to trudno.

Dlaczego trafiłam do panteonu? Bo jestem biała, mam jasne oczy i nie ociekam tłuszczem. A, i mam mały nos. Tak naprawdę bowiem , w przeciwieństwie do kultury zachodniej, mocno zindywidualizowanej, w Azji istnieje kolektywny zespół kryteriów wyznaczających piękno kobiety. I jest on WSPÓLNY. Nie jak u nas, ten lubi pomarańcze a tamten jak mu stopy śmierdzą, czy „każda potwora znajdzie swego amatora”. O nie, tutaj istnieje zbiorowy pęd ku jednemu- obowiązującemu- kanonicznemu wizerunku piekna.

Co ciekawe, ilość schodów do pokonania w drodze do urodowego nieba (a nawet standardu kobiety eleganckiej i zadbanej) jest sporo mniejsza niż w Europie. Azjaci nie odkryli jeszcze biznesu na konieczności skorygowania tego i  owego…

(A mnie powalił mój kolega, sam wizualnie i osobowościowo powiedzmy wątpliwego uroku – najpierw jakieś 10 minut wymieniał wszelkie kryteria jakie idealna kobieta spełnić musi, od mądra, znająca języki, dobrze wychowana, zgrabna, duży  nieobwisły biust, poprzez – zgrabny pępek, wydepilowany rowek, brak halluksów po – no i paznokcie u stóp musi mieć pomalowane, na ciemne bordo albo czekoladę, bo mnie brzydzą takie niepomalowane albo jasne… WTF?!?)

Co ideał powinien mieć? I jak to się ma do naszego postrzegania?

- od góry idąc: puszyste włosy, najlepiej nie-czarne. Puszystość jest trudno osiągalna, tutejsi ne lubia się kąpać… albo na skomplikowane albucje nie mają czasu. Poza tym azjatycki włos jest gruby i mocny, nawet niemowlaki mają mocniejsze kudełki niż ja… Nie czarne – bo czarne mają wszyscy, a już delikatnie brązowe bez farbowania to jest coś!! Farbowanie w Azji polega na wielokrotnym katowaniu fryzury bardzo mocnym rozjaśniaczem i kończy się efektem rdzwo-brązowym (choć widziałam i zielone i niebieskie i nawet jakieś emo w negatywie, ufarbowane na kolczasty platynowy blondzik…), więc mój mysio ciemny blond, z pasemkami robiącymi się tak po prostu od słońca robi furorę

- duże oczy, z podwójną powieką (europejski standard), ciemne i kształtne brwi. Azjatki masowo sobie fundują operacje plastyczne korygujące powieki i usuwają tzw fałdę mongolską, bo ich naturalne są ciężkie i jakby opuchnięte – co w Europie mi się kojarzy z seksownym spojrzeniem Marylin Monroe, takim z lekka zmrużonym, sugerującym – bierz mnie tu i teraz mrrrauuu. A jasne oczy, które tutaj usiłują osiągnąć soczewkami koloryzującymi (zazwyczaj z upiornym efektem) białasy mają  tak po prostu ( ja trochę cierpię - jasne tęczówki i zwrotnikowe słońce, to nie jest dobry mix…). Brwi i rzęsy z kolei mają tu mizerne, jakieś takie zazwyczaj jasne, niezbyt wyraźne, rzadkie, no fuj. Co więcej, medycyna tradycyjna sugeruje, że regulacja brwi poprzez wyrywanie osłabia nerki, więc albo mamy nieregulowane, albo – zgolone i narysowane/wytatuowane ( ale to z rzadka). Królują sztuczne, doklejane rzęsy oraz specjalne naklejki do podklejania powiek, a porady – jak zrobić sobie duuuuuże oczy biją rekordy oglądalności na jutubie.

-jak najjaśniejszą skórę. O zakupie samoopalacza można zapomnieć, instytucja solarium wywołuje wielkie zdziwienie. W rejonie silnej operacji słońca wiadomym jest, że śniadość jest nieuchronna. Ale obiektem pożądania jest karnacja trupio wręcz biała, porcelanowa, spotykana tylko u porcelanowych Chinek z północy. Co ciekawe, obrzydliwie prześwitujące spod bladej skóry żyły są tutaj „śliczne”, a kupienie kosmetyków nie-wybielających jest możliwe chyba tylko w najtańszych sklepach. Reszta posiada obowiązkowo składniki pomagające osiągnąć odcień alabastru. Nota bene, widziałam taką konkretnie wybieloną Chinkę. Równie ponętna jak Michael Jackson. A to, że po ulicy w słoneczny dzień przewala się armia parasolek oraz dziewcząt i kobiet odzianych w kurteczki założone tył na przód (misja – chronić dekolt i ramiona przed zabójczym UVA UVB !!!), a nawet zasłaniających sobie ciemię np teczką na laptopa  - już nie dziwi, aczkolwiek na początku z lekka bawiło. Podobnie jak takie wynalazki:

I jeszcze jeden detal – tutaj w modzie jest „shiny skin”, skóra błyszcząca. Puder matujący -zdecydowane nie, koniecznie coś co się nazywa ”rozświetlacz” i ma zapudrowanej buzi nadawać zdrowy połysk. Podobno bardzo trudny do uzyskania… nie wiem, mi się tam buzia świeci od rana do wieczora, połysk ma wręcz lustrzany (zwłaszcza, kiedy się trochę intensywniej poruszam i spływam potem)

- mały,sterczący nosek. Nie kinol Cyrana, ale też oczywiście zupełnie odmienny od śmiesznych, płaskich nosków Azjatów (szczerze mówiąc, właśnie w tym kraju ludowa mądrość „jaki nos taki k…s” jest stuprocentowo prawdziwa, i tu i tam nie wystaje za wiele…). Ale ! jest na to rada – oprócz rzecz jasna skalpela… Roller do nosa! i klips na noc. Poważnie… Intensywne masowanie i spłaszczanie spinaczem ma pomóc uzyskać wymarzony kształt, ja powstrzymam się od testów.

- wąska buzia i broda w szpic, tzw Vline. Jeżeli go nie masz – trzeba się maskować fryzurą dziewczynki z Ringu, albo paluchami (patrz notka wcześniej).

Do tego S line – w miare wystający biust i pupa (tak naprawdę – efekt staników push-up a posladki – po prostu są, w Azji grasuje bowiem wirus płaskiego tyłka, który zainfekował jakieś 99,9% populacji) oraz chude nogi. I voila ! jesteś pięknością!

Azjatki olewają problemy

*krzywych zębów (efekt uboczny posiadania małej bródki, szczęka jest niezbyt wielka, zęby się nie mieszczą w linii zgryzu i rosną jak im się chce, ten na Maroko a tamten celuje w Orinoko)

* widocznej próchnicy i ubytków (ale zęby wybielają… past wybielających jest masa)

* widocznych metalowych plomb nawet w zębach przednich

* wad postawy – od garba, poprzez wybite biodra, koślawe kolanka i ogólną iksowatość kończyn, krzywe żebra, haluksy itp

* braku umiejętności chodzenia na obcasach – rezultat powyższego zlewania wad postawy, mając krzywe nogi trudno chodzić prosto na 10 cm szpilach. Obcasy muszą być – jak się ma 150 cm wzrostu to wiadomy jest trend do „chcę być wielka”, jak się ma krótkie i tłustawe nóżki, najłatwiej je wysmuklić nie ćwiczeniami a szpilką, już od 15 zł

* cellulitu - nie wiem czy nie wiedzą, że istnieje, czy też pragmatycznie go ignorują, bo w tym klimacie przez większą część roku gania się w szortach, i to jakich!! Takich ledwodupek to w Polsce bym nawet na wakacjach nie założyła…

* depilacji – wąsik jest nawet uznawany za wyznacznik atrakcyjności seksualnej, a golenie pach i nóg nie jest jakąś szczególną koniecznością. Fakt, że w większości owłosienie lokalsów jest powiedzmy śladowe, ale mimo wszytsko, na początku zwłaszcza krzaki w pachwinach budziły w mnie pewne emocje. Obecnie korzystam i biorę rozwód z woskiem i zyletką :D

Summa summarum. Zdjęcie uznawanej za piękną -to ta po lewej, oraz średnio ładną (po prawej). Piękna Mindi ma białą cerę, w miarę duże oczy, wąski nos i pociągłą buzię. I jak dla mnie wygląda jak szczur.  Ale – naprawdę dziewczyny nie mogły i nie chciały mi uwierzyć, kiedy delikatnie tłumaczyłam, że koło ładnej to Mindi stoi, a sama powinna nie wychodzić z domu bez papierowej torby na twarzy. Cóż, o gustach się nie dyskutuje…

Tutaj przegląd standardowej urody tajwańskiej, są brzydsze i ładniejsze a to średnia

3 myśli nt. „Kanon piękna

    • Widzisz, ja uważam podobnie. Ale wg lokalnych jest ślicza, i byli naprawdę zdziwieni że ja nie podzielam ich zdania. Dlatego też moja nauczycielka się śmiała z obcokrajowców, że umawiają się zawsze z brzydkimi dziewczynami… Znaczy, sniadymi, pucatymi i z normalną szczęką. Cóż, jedni lubią pomarańcze, inni jak im nogi śmierdzą… No i dobrze, niech se te ślicznotki wezmą dla siebie, obym ich nie musiała nad ranem oglądać :D.
      Tak naprawdę istotą tego wpisu jest niepojęty dla Europejczyka brak różnorodności gustów. Tu nie ma czegoś w stylu -”o gustach nie będziemy dyskutować”, jest jeden wspólny i ogólnie pojęty kanon śliczności damskiej, zmieniający się w sumie odgórnie. To znaczy za dynastii Han lubiano pulchne, wręcz tłuste kobiety, za Min chude jak szczapy anorektyczki, które mogły swobodnie tańczyć na tacy trzymanej przez średnio umięśnionego niewolnika, a za Qing wprowadzono rytuał okaleczania stóp przez krępowanie, bo małe do przesady stópki (okręcone bandażami, zdeformowane i czasem wręcz gnijące) były właśnie obowiązującym wyznacznikiem. Hm… chyba poszpieguję więcej i napiszę o tryndach chińskiej urody na przestrzeni wieków. Dla kontrastu zderzonymi z tryndami zachodnimi…

  1. Faktycznie odgórnie narzucony trend jest raczej przykry.
    Idealnie pokazany jest wymóg chińskiej dziewczyny w Mulan – „…za chuda, nie dobra do rodzenia synów”.

    Czekam na ten wpis o trendach chińskiej urody na przestrzeni wieków.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>