Czy ten blog jest o dzwonkach?

Dzisiejszy wpis jest dedykowany niejakiemu Z. z miasta niemal nad morzem, który właśnie takie pytanie mi zadał, patrząc na nazwę.
Chcecie bajki, oto bajka, chcecie dzwonka – może być i dzwonek :D Więc będzie trochę o szkołach na Tajwanie… Ale tylko trochę, bo znaffca tematu ze mnie średni.
Wspominałam chyba, że moja uczelnia jest szkołą prywatną i językową, należącą do sióstr Urszulanek? A wspominałam, że w jej gościnnych murach (i przy okazji drogich jak !!! %#&!!!) znajduje się jednocześnie HuaYuZhongXin (czyli szkółka językowa dla obcokrajowców), Junior High, Senior High i jeszcze College i Junior College, będący czymś absolutnie tajwańsko – wyjątkowym?

Łatwo to zauważyć na terenie szkoły

-uczniowie  Junior High School śmigają w obrzydliwych mundurkach (plisowane kiece w kratę, koszulka z indywidualnym numerem legitki na kieszonce na piersi, mniej lub bardziej plaskatej, białe podkolanówki i buciory gwarantujące płaskostopie oraz grzybicę) i włosy jeszcze do niedawna strzygły obowiązkowo w model xigua (czyli arbuz) – z grzywką po brwi, reszta czupryny nie dłuższa niż 2 palce poniżej końca ucha

- uczniowie Senior Highschool mają elegantsze wdzianka – chłopcy granatowe poliestrowe spodnie w kantkę do których z uporem maniaka zawdziewają na przykład brązowe mokasyny (yyyhhhh), a dziewczynki stylizowane na wdzianka stewardess ołówkowe spódniczki plus czółenka na delikatnym obcasiku (te w początkowych stadiach edukacji chodzą w nich jak paralityczki, pogięte jak paragrafy, te starsze albo się nauczyły tej trudnej sztyki, albo obcasy mają celujące w każdym możliwym kierunku…)

- Studenci Junior College również śmigają w podobnych mundurkach, plus – smaczek doskonale znany każdemy, kto studiował i miał WF. Na WF też mają mundurki, dresowe gacie z poliestru plus koszulka polo w kolorze właściwym dla „departamentu” alias klasy specjalnościowej. Powiem tak, najczęsciej w tym mundurku sportowym śmigają cały dzionek, tydzień nawet – bo często włócząc się po mieście, nawet dosyć daleko od Wendzarni, widzę charakterystyczne koszulinki…

- Studenci College nie noszą mundurków. Ale obowiązuje ich przestrzeganie pewnej normy w zakresie ubioru, dla ułatwienia (szkoła prywatna, więc z poziomem intelektualnym i kwestią analfabetyzmu wtórnego bywa różnie…) wywieszonym w formie obrazkowej przy wejsciach…

-Białasy z Huayu ZhongXin z kolei wyróżniają się zazwyczaj kolorem skóry, nieazjatyckością i ogólnym lekceważeniem dla owego obrazkowego regulaminu. Jakby ktoś sie czepił, zawsze mogę powiedzieć, że nie rozumiem. Albo opanować zwrot – założe te cholerne pełne buty, ale to pan/pani będzie mi wąchał stopy po całym dniu…

To tyle o szkole w zarysie:D

Junior i Senior High School to odpowiedniki pi razy drzwi naszego liceum i gimnazjum. Ale żeby nie było, że tu ino kopiowanie hamerykańskich wzorców, ambitni Tajwaje wymyślili Junior College. Jest dłuższy od standardowego High School o rok, trwa 5 lat i kończy się egzaminem uznawanym w sumie za poziom prawie jak licencjat… I wprowadza spore zamieszanie na świecie, bo jak tu taki smiszny dyplom traktować?

Ale miało być o dzwonkach. Ponieważ moja szkoła ma te wszytskie pod-szkoły, to ma też i dzwonki. Ale na innym Uni też jakiś dzwonek słyszałam, więc chyba jest to ogólno-tajwańskie. Zresztą lokalsi moją opowieść o tym, że u nas wykładowca kończy zajęcia wedle własnego widzimisię, potraktowali z lekkim niedowierzaniem, co potwierdza tezę o powszechności dzwonków

I nie są to byle jakie DRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR, zresztą, jak udostępniłam nasz standardowy dzwonek to się krzywili niemiłosiernie. Bo oni mają takie coś:



Fajne? A jakie długie? Kiedy jeszcze musiałam chodzić na zajęcia w ramach wymiany, to podczas tego dzwonka potrafiłam przybiec ze szkolnej kawodajni (200m) i wbiec po schodach na 3/4 piętro i uchetana jak dzika kobyła zając miejsce… Potem zaczęłam się spóźniać (bo upocone plecki plus szalejąca klima to niezbyt szczęsliwe połączenie), ale sentyment do dzwonka pozostał :D

A żeby było ciekawiej… Tu co rano dzieciarnia parę minut przed ósmą gromadzi się na placu apelowym w rzędach i szeregach, i odspiewuje hymn państwowy. U nich przyjanmniej nie będzie problemu „z ziemi wolskiej do wolski” czy jakoś tak…

A hymn mają miły dla ucha – tu wersja propagandowo-dziecięco- kolorowa. Mi się podoba



i wersja z  ładnymi kolorami i nieco inną aranżacją:



Niedowiarkom mówię – tu naprawdę tak jest..i dlatego właśnie nie umiałam w Polsce zapomnieć o takiej pięknej wyspie… Więc kiedy zdecydowałam się na emigrację edukacyjno – terapeutyczną, to tylko tu.

 

(fotki mundurków wrzucę jak zrobię, bo na razie mi lasencje nie chcą pozować – chyba się wstydzą…)